IndeksCalendarFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 PJP - Plac treningowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Samael

avatar

Male Liczba postów : 1512
Wiek : 26

PisanieTemat: PJP - Plac treningowy   Nie Sty 25, 2015 4:15 pm

Tutaj piszecie maksimum raz dziennie treningi, a jeśli sie czegoś nauczycie to dostaniecie stosowne PW. Jest tu wszystko i ogranicza was jedynie wyobraźnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sin Cara
Admin
avatar

Male Liczba postów : 1389
Wiek : 23

PisanieTemat: Re: PJP - Plac treningowy   Nie Sty 25, 2015 6:40 pm

W głowie brzmiały mi jeszcze słowa tego śmiesznego profesorka, który widocznie sprawił, że ja teraz byłem w zasadzie Lileepem. A właściwie jedno z moich dwóch wcieleń, bo podobno to tylko cząstka mojej duszy uwięziona w tym pokemonie. To jednak było najmniej ważne. Ważniejsze było to, że w tym momencie byłem właściwie bezbronny, bo jak sam profesor stwierdził... nie posiadamy żadnego z pośród możliwych dla nas ruchów! A nie będąc trenerami nie możemy też sprawdzić sobie teraz w naszych dexach tego czego dany prehistoryczny stwór mógł poznać. Musiałem więc działać na chłopski rozum, a raczej... w tym wypadku na pokemonowy. Już powoli oswajałem się z tą pokemonową powłoką i zacząłem władać nad nikłymi mięśniami stwora, który byłem, a byłem przecież Lileepem. Po chwili poruszałem już głową, mogłem się powoli przesuwać, a powoli to i tak bardzo dużo powiedziane, bo kończynopodobne rzeczy, które miałem przy tułowiu były małe, słabe i pozwalały na powolne ruchy do przodu. Nie byłem zbyt szybki, zwinny, ale podczas ruchu zauważyłem, że macki wokół mojej głowy są poruszane dzięki mięśniom, które w nie tkwią. Rzuciłem troszeczkę pamięcią wstecz i przypominałem sobie możliwe ataki, które dotychczas zaobserwowałem u pokemonów posiadających różne macki. I wreszcie przypomniał mi się ruch, który wykonywał kiedyś Octillery w walce, którą oglądałem w telewizji. NAwet przez głowę przeleciały mi sceny z tej walki:


-Jak to było? - głowiłem się w głębi. Wiedziałem już w jaki sposób to było wykonywane przez Octillery jednego z trenerów, wiedziałem co do tego użyć i chciałem zabierać się za naukę, ale jakbym stracił pamięć do nazw. Wreszcie gdzieś udało mi się w szarych zakątkach mego mózgu odkryć tę nazwę, którą wreszcie wykrzyczałem.
-Uwięź! No tak. To Uwięź. W sumie to logiczna nazwa dla takiego ruchu. To bierzemy się do roboty. - po tych słowach rozejrzałem się za czymś co najlepiej mogłoby imitować. Jakie było moje zdziwienie dy rozejrzałem się po tym miejscu! Mogłem tu znaleźć wszystko co tylko potrzebne mi było do mojego pokemonowego rozwoju. Na dobry początek postanowiłem skupić się na najprostszym celu, którym oczywiście z logicznego punktu widzenia był najzwyklejszy manekin treningowy. Zbliżyłem się więc do niego, a musicie uwierzyć mi na słowo, że dość długo to trwało. Więc gdy już przy nim byłem bardzo blisko to mogłem spokojnie skupiać się na samym treningu. Przypomniałem sobie teraz dokładnie każdą fazę wykonywania ruchu i zaczynałem. Na sam początek wyciągałem swoją głowę, a raczej głowopodobne coś co ja jako Lileep posiadam. Starałem się wychylić ją jak najbardziej w kierunku swego celu, a następnie zabierałem się za pobudzenie tkanki mięśniowej w... tych wackomackopodobnych cosiach posiadających obecnie tuż przy samej schowanej w głębi twarzy. Gdy poruszałem już swobodnie mackami to i jest starałem się jak najbardziej wydłużyć i to tak, by mogły swobodnie objąć większe ciało w razie czego. Gdy macki były już nieco wydłużone to skierowałem je na samo ciało manekina i tam każda zaczęła po nim wędrować i to tak, by kolejno objąć najważniejsze organy ruchowe, a co za tym idzie na manekinie obejmowałem mackami w szczególności ręce i głowę, bo do samych nóg to i Mojżesz nie wydłużyłby tych macek. Następnie macki owinęły się wokół tych wcześniej wspomnianych części, a wtedy ja zacisnąłem mięśnie w mackach i momentalnie ciało manekina przylegało do mojej twarzy. I to nie tylko! Manekin wyglądał jak związany liną w kulę nici. Widząc, że wykonywane przeze mnie czynności przyniosły skutek rzekłem sam do siebie:
-O kurwesko. Ale jestem zajebisty w tym co robię. Normalnie... Best in the World. - rzekłem, a po chwili zabrałem się za powtórkę tych czynności. Najpierw jednak odłożyłem manekina i mogłem zabrać się na drugą próbę. Ponownie wyciągałem głowę przed siebie, następnie wprawiałem w ruch macki, które okalały moją twarz i posyłałem je w stronę manekina. Te ponownie po ciele pełzły do newralgicznych miejsc czyli rąk i tutaj dodatkowo głowy, a następnie owijały wokół nich. To wszystko kończyłem momentalnym zaciśnięciem swoich macek i to powodowało, ze ponownie dotychczas normalnie stojący manekin przylegał do mojego ciała w postaci takiej jak piłka do koszykówki obwiązana taśmą, bo ma być prezentem. Krótko mówiąc manekin był unieruchomiony, a to jest głównym celem tego ruchu, a więc udaje mi się go wykonywać i to bez większych dotychczas problemów. Nie chciałem jednak kończyć na dwóch udanych próbach bo jest bardzo ambitny i w zasadzie chcę jak najszybciej zabrać się za kolejny ruch, ale wpierw muszę opanować te prostsze i mówię właśnie tutaj o tej Uwięzi. Dlatego ruszyłem trenować dalej do manekina i tak minęły prawie dwie godziny spędzone bardzo pożytecznie. Bo opanowałem swoje ciało i wykonałem kilkadziesiąt naprawdę udanych już prób Uwięzi. Miałem nadzieję, że to wszystko zaprocentuje niedługo i opanuje ten nieszczęsny ruch. Po zakończonym treningu wyruszyłem poszukać czegoś co nadawałoby się dla mnie jako pokemona do jedzenia.


Cel:
-Próbuje siebie Lileepa nauczyć Uwięzi (Constrict) (1)

----------------------------------------------------

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Castiel

avatar

Male Liczba postów : 715
Wiek : 26

PisanieTemat: Re: PJP - Plac treningowy   Nie Sty 25, 2015 9:32 pm

I oto stoję na tym terenie. Mogę się wczuć w to jak funkcjonują pokemony. Swoje pokraczne pierwsze kroki skierowałem nad zbiornik wodny. Jeszcze raz chciałem się uważnie przyjrzeć mojemu nowemu wizerunkowi. Muszę przyznać, że ten widok jest niezwykle zadowalający. I jakość źle się z tym nie czuje. W końcu pamiętam filmy o dinozaurach. Wszystkie inne stworzenia uginały się pod sobą gdy tylko usłyszeli, że taki jak ja się zbliża. To będzie mój punkty wyjścia. Mocnym rykiem będę mógł odstraszyć potencjalnego przeciwnika, a wtedy ...

Nadal stałem na wodą i przyglądałem sie mojej twarzy. Otwierałem szeroko paszczę i pokazywałem światu moją szczękę pełną białych zębów. Już teraz próbowałem z siebie wydać jakiś głos. Prawdopodobnie zboku wyglądało to jakbym był jakimś niedorozwiniętym kotem, który próbuje zaryczeć. Nie poddawałem się jednak i dalej starałem się opanować trudną sztukę. Wziąłem duży oddech, aby w moich płucach znalazło się powietrze. Dzięki niemu z pewnością ryknięcie będzie znacznie silniejsze. Wypuszczałem owe powietrze i uważnie przyglądałem się tafli wody. Najlepszym znakiem dla mnie będzie moment, w którym ona sama pod naporem mojego tembru zacznie się poruszać

Niestety początkowe próby nie przyniosły żadnego skutku. Musiałem obmyślić skuteczny plan, który przybliży mnie do upragnionego celu. Pobierałem łapczywie powietrze do płuc. A następnie bardzo powoli, małym strumieniem wypuszczałem je. Chciałem w ten sposób przygotować płuca do pobierania znacznie więcej powietrza, a także wydłużenie mojego wydechu. Dzięki takim zabiegom wkrótce ludzie będą się słaniać jak tylko mnie usłyszą.

Po wykonaniu kilku takich powtórzeń ponownie zwróciłem się ku wodzie. Wziąłem głęboki i oddech i próbowałem ryczeć. Starałem się wydusić z siebie jak najwięcej siły. Było to trudne. Jutro jednak ponownie zabiorę się za tą sztukę.

Ja uczę się Ryku -1-


Ostatnio zmieniony przez Castiel dnia Nie Sty 25, 2015 9:59 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sophie

avatar

Female Liczba postów : 206
Wiek : 20
Skąd : Mars

PisanieTemat: Re: PJP - Plac treningowy   Nie Sty 25, 2015 9:52 pm

Zdezorientowana już od jakiegoś czasu poznaję tereny tego dziwnego miejsca, myśląc nad niedawno minionymi wydarzeniami. Jednocześnie w tym spacerze przyzwyczajałam się do nowego ciała, które wyglądało i funkcjonowało inaczej, niż moja prawdziwa postać. Teraz byłam trochę niższa- patrząc w doł widziałam cztery masywne nogi o błękitnym zabarwieniu. Mojej uwadze nie mógł rownież umknąć fakt, że moja szyja była znacznie dłuższa i dawała mi więcej swobody. Nie mogłam wprost uwierzyć, że stałam się pkemonem- niestety, były na to niezbite dowody.
Rozejrzałam się dookoła, w sumie nie zwracając uwagi na to, gdzie idę. Może to był nieświadomy odruch ale już od pewnego czasu kierowałam się w stronę z której wiał przyjemny chłodny wiatr, pachnący śniegiem. Całą sobą cieszyłam się na możliwość dostania się w takie miejsce- nie było więc dla mnie tajemnicą że pokemon, w którego się zamieniłam, miał prawdopodobnie typ lodowy.
Minęłam porośnięte trawą pola gdy moją uwagę przykuła rzeka. Chciałam wzruszyć ramionami, lecz w tym ciele gest wyglądał zapewne bardzo dziwacznie, dałam więc temu spokój.
Postanowiłam zbadać trochę lepiej własne możliwości. O ile chodzenie było dość prostą rzeczą, to bieg na pewno przysporzy trochę więcej kłopotów. Ale spróbowałam. Najpierw było to tak naprawdę niezgrabne machanke nogami, ale już po chwili zaczęłam rozumieć, które mięśnie odpowiadają za dany ruch. Ciężko było się przestawić- w tej postaci musiałam zmieniać ciężar ciała, polegać nie tylko na kończynach tylnich, ale i przednich no i na koniec- ufać ogonowi. Zapewniał naprawdę niezłą równowagę.
Po pięciu minutach lekko zdyszanna dotarłam do brzegu rzeki. Nad biegiem zdecydowanie jeszcze będę musiała przećwiczyć.
Teraz jednak nie mogłam się doczekać by odkryć jakim stworzonkiem się stałam.  
Z lustrzonego odbicia tafli wody patrzyły na mnie wielki i zdziwione oczy osadzone na małej blekitnej główce. Ta znowu przytwierdzona była długą smuką szyją do tłowia, ktorego znałam już z poprzednich oględzin. Wtedy jednak nie zauważyłam kryształu, przytwierdzonego do mojego boku. Starałam ogarnąć to wszystko wzrokiem, zdumiona
To naprawdę ja?!
W zakamarkach pamięci wydobyłam znaną mi nazwę- Amaura.
Jako osoba chcący zostać trenerką nie raz wybierałam stworki, jakie mogłyby zasilić moją drużynę. Starałam się by były różnorodnego typu- tak trafiłam właśnie na Amurę. Wydawał się mieć najwięcej wdzięku wśród prapoków.
Starałam sobie przypomnieć, co ten pok potrafił. Jeden z podstawowych ataków, jakie posiada to jakiś lodowy... chyba Śnieżny Pył...i Warczenie.... ale...czy dam radę go wykonać?
Motywująca była myśl, co mogłoby mi się stać, gdybym bez żadnych umiejętności musiała spotkać się z naukowcami. Poddam się bez walki? Co to, to nie!
Ruszyłam więc wzdłuż rzeki, aż do lodowej krainy.

Usiadłam na śniegu, nie wiedząc zupełnie od czego zacząć. Całkowita zmiana perspektywy potrafiła zbić z pantałyku.
Spokojnie... co wiesz? To atak typu lodowego, nie zbyt trudny, więc dobry na początek. Jestem pokemonem lodowym! Dam radę!
Próbowałam coś z siebie wykrzesać, ale skończyło się to tylko napadem kaszlu. Nic więc nie dało spinanie się w sobie.
Trzeba podejść do tego inaczej...
Doszłam do jedej z gór lodowych, zdobiących krajobraz i dotknęłam ją łapką;
Lód jest zimny. Muszę znaleźć w sobie siłę podobną do lodu. Powinnam mieć ją w sobie. Byc w stanie ją opanować. Wystarczy tylko trochę pracy..
Zamknęłam oczy i skupiłam się na sobie. Uspokoiłam wariujące myśli wiedząc, że w niczym mi nie pomogą.
Wdech i wydech. Skupienie.
Najpierw przychodziły do mojej świadomości rzeczy oczywiste- mięśnie, które odpoczywają po niedawnym wysiłku. Dotyk płatków śniegu na skórze- choć nie tak zimne, jak pamiętałam. Szum wiatru. Bicie serca.
Skupiłam się na tym uczuciu. Życiodajne pulsowanie wewnątrz mnie, wprawiające w ruch krew po całym ciele.
I w końcu to zimne coś. Przypominało wiatr, choć było calkowicie nieruchome. Było częścią mnie, podświadomie wiedziałam, że jeśli chcę, to mogę to kontrolować.  
Spróbowałam więc zmusić to coś do przepływu. Jednak równie dobrze mogłabym starać się przesunąć skałę. Uczucie nadal pozostało uczuciem. Czułam straconą energię na próbie nauczenia się niby prostego ataku. Nie poddawałam się i w pełnym skupieniu próbowałam. Po jakiejś godzinie prób, zrobiłam sobie krótką przerwę.
To nie może być aż tak trudne. Co więc robię źle? Gdyby od pokemonów użycie siły wymagałoby aż tyle energi, na pewno nie dawałyby rady tak długo w czasie walk. Więc o co chodzi?
Byłam trochę zła o te nieudolne próby. Jak to możliwe, że nie mogę sobie poradzić? Jeśli chce przeżyć, muszę zdać z siebie wszystko...
Leżąc tak, pozwoliłam sobie na odpoczynek. Cieszyłam się czując lekkie muskania płatków śniegu po skórze. Nie były one wcale takie zimne- tylko przyjemnie chłodne. Zabawne, jak nowe ciało reagowało na stare rzeczy. Z zamkniętymi oczami napawałam się nowymi doznaniami. Śnieg był jak pierzynka, miły, delikatny i letni. Przy bokach czułam nawet tak, jakby był ciepły. Zerwałam się naraz na równe nogi. Ciepły? Jakim cudem?
Spojrzałam na jeden bok- w tej samej chwili śnieżynka dotknęła kryształu a moje receptory przesłały wiadomość;
Ciepłe.
Zadowolona z mojego nowego odkrycia zrozumiałam, że owe kryształy muszą mieć temperaturę znacznie mniejszą niż reszta ciała.
Postanowiłam to natychmiast sprawdzić. Zamknęłam oczy, znów skupiając się na sobie. Teraz poczułam to wyraźnie- lodową siłę bijącą we mnie. Nie była ona jedną wielką skałą powietrza, jak mi się na początku wydało. To były punkty, ułożone w jakąś trasę, lecz nieruchome.
Postanowiłam jak najszybciej coś z tym zrobić.
O ile poruszenie głazu było niemożliwe, to ruch tych punktów był całkowicie realny. Skupiłam się na tym. Najpierw mozolnie, wprawiałam w ruch lodową siłę. Ta nie była tak posłuchana i co chwilę zatrzymywala się, umykając sile mojej woli.
Nie poddawałam się jednak, wiedząc, że to moja szansa.  Uczucie to mogłam porównać do osoby, która po wielu latach śpiączki nie pamięta jak się chodzi. Na początku więc stawia kroki niepewnie, wręcz topornie- by w końcu dać ogarnąć się znajomemu uczuciu i nabrać trochę pewności.
Tak i lodowy wiatr we mnie na początku nie współpracował. Jednak gdy powoli rozumiałam cały ten system, on leniwie, ale już bez kaprysów sunął, napełniając mnie przyjemnym uczuciem. Zaśmiałam się głośno, co w tym wypadku zabrzmiało dość dziwacznie- przez co śmiałam się jeszcze mocniej. Wiedziałam, że tak naprawdę zrobiłam tylko jeden mały krok w kierunku nauki ataku, i że czeka mnie masa drogi- ale ten mały sukces cieszył mnie. Nie przyjmowałam się tym, że będę musiała znacznie przyśpieszyć ten przepływ i odkryć, jak go używać do ataku- a ile minie jeszcze czasu zanim to opanuje?
Jednak to nie było ważne. Rozkoszowałam się nowymi doznaniami. Czułam zmęczenie dość wyraźnie- to mogło wyglądać na kilkugodzinną posiadówkę jednak przez ten czas tak naprawdę wiele się wydarzyło.
Wstałam powoli i poszukałam wzrokiem jakiejś jaskini. Siła, która powoli zaczęła mnie napełniać, idealne charmonizowała z wszystkim co mnie otaczało. To było piekne i zaczęłam nagle zazdrościć pokom, że mogą doświadczyć tego na co dzień.
Gdy w jednej z wypustek lodowych znalazłam niewielką jamę, nadającą się do odpoczynku, odrazu się w nią wgramoliłam. Wyścielona była śniegiem, więc czułam się jak na pierzynie, a ściany chroniły mnie przed wiatrem.
Siły całkiem mnie opuściły, więc zamknęłam oczy, by zasnąć w spokoju i doczekać się nowego dnia
Jeszcze pokażę, na co mnie stać - pomyślałam, zasypaijąc.

Edit;
-Nauka chodzenia
- próby biegania
- Śnieżny Pył 1


Ostatnio zmieniony przez Sophie dnia Nie Sty 25, 2015 10:27 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wabik

avatar

Male Liczba postów : 695
Wiek : 19

PisanieTemat: Re: PJP - Plac treningowy   Nie Sty 25, 2015 10:08 pm

Pokemon zbudził się z długiego snu. Wydawało mu się, że miał sen w którym był przedstawiony jako silny pokemon. Wspominał go z uśmiechem na twarzy. Po otwarciu oczu zauważył pierwszą niepokojąca sprawę, zamiast w łóżku, leżał na twardej i chłodnej ziemi porośniętej mchem i trawą. Potem spróbował wstać, jednak jego kończyny działały inaczej niż zwykle. Rozejrzał się i okazało się, że zamiast w ciepłym domku znajduje się przy dzikim lesie, a obok niego znajduje się zbiornik wodny oraz wiele przyrządów do ćwiczeń, coś na wzór ludzkiego placu zabaw albo zielonej sali. Wabik zebrał w sobie całą motywacje, a następnie spróbował wstać. Udało mu się to po kilku próbach, jednak cały czas się chwiał, a jego kroki były niepewne i pokraczne. Powoli ruszył do wody, by móc się przejrzeć w tafli wody. To co zobaczył zmroziło mu krew w żyłach. Był dinozaurem, dokładnie tym ze snu. Miał twardą narośl na głowie, małe rogi i skórę w kolorze szarym i niebieskim. Dokładnie się przyjrzał, praktycznie obczaił każdy element swojego nowego ciała. W tym małym ciele zalegał spory nakład energii, którą Wabik musiał spożytkować. Z tego co pamiętał, sklonowane pokemony nie miały żadnych ataków. Więc warto się zabrać za naukę czegoś. Pokemon usiadł pod drzewem i zaczął myśleć czego może się nauczyć. Po kilku minutach otworzył oczy, bowiem dostał olśnienia. Stał się pokemonem, który przystosował się do atakowania głową i od tego powinien zacząć. Wstał i wykonał kilka kółeczek, by oswoić się w pełni z swoim nowym ciałem. Potem poszukał worka treningowego. Zaczął biec w jego stronę, a następnie zamknął oczy i uderzył w niego z całej siły. W pierwszej chwili zakręciło mu się w bani, jednak to uczucie szybko zniknęło. Pokemon poczuł w sobie radość i bardzo mu się to spodobało, jednak po kilkunastu uderzeniach czuł się zmęczony i zaliczył kilka bolesnych kontaktów z nieprzyjemną ziemią. Potem udał się do zbiornika wodnego, by ugasić swoje pragnienie i chwilę odpocząć. Na końcu poszukał bieżni i zaczął na niej w spokoju biegać, miało to za zadanie przyzwyczaić go do ciała oraz zmęczenia.

Cel:
Uderzenie Głową 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Matt



Male Liczba postów : 983
Wiek : 19

PisanieTemat: Re: PJP - Plac treningowy   Nie Sty 25, 2015 10:19 pm

Chłopak pojawił się niepewnie na placu treningowym. Wszystko wydawało się takie gigantyczne. Nowe ciało było bardzo dziwne, takie płaskie i w ogóle. Matt próbował się obejrzeć, aczkolwiek wszystko było takie sztywne, czuł się, jakby został zamieniony w gigantyczny kawałek skały. Był taki ciężki, wszelki ruch stawiał opór, aczkolwiek w końcu Mattowemu pokemonowi udało się dotrzeć na niewielką polankę.

Gdy chłopak pojawił się na miejscu jeszcze kilkukrotnie spróbował się obejrzeć. Nie miał pojęcia co tu się dzieje. Za każdym razem, gdy próbował krzyczeć, powiedzieć coś... słychać było nie jego słowa, ale dźwięk wydawany przez pokemona. Matt stał się po prostu skamieliną. Ale nie zwykłą skamieliną - żywą skamieliną.

Pierwsza myśl, która przeszła wtedy chłopakowi przez głowę była taka, że w tamtej chwili kompletnie nie miał się jak bronić. Musiał nauczyć się jakoś walczyć... to miejsce mogło być przecież niebezpieczne. Jeżeli jest tutaj on - taki mały i bezbronny, to kto wie, czy nie ma tutaj innych ludzi-pokemonów, którzy są już potężniejsi i dzikość wdarła im się do serc w 100%. To był bardzo czarny scenariusz, aczkolwiek Matt czuł się bardzo niepewnie w tym otoczeniu. Musiał obserwować świat z takiej dziwnej perspektywy.

Matt, po wielokrotnym oglądaniu swojego ciała doszedł do wniosku, iż wypustki, które ma, mogą posłużyć jako całkiem niezły sposób walki. Trzeba byłoby tylko popracować nad ich wykorzystaniem. To zupełnie tak jak niektóre pokemony, gdy używają Drapania. Matt przypomniał sobie jak obserwował za młodu pokemony wykonujące różne ataki. Wyglądało to mniej więcej tak:
Chłopakowi zawsze wydawało się to dość proste, więc dzisiaj swoim celem uczynił drzewo. Matt-Anorith próbował za wszelką cenę podrapać to drzewo, zrobić w nim dziurę... ale bezskutecznie. Nikt mu nie wyjaśnił jak trzeba używać Drapania, to był największy problem. Chłopak próbował na różne sposoby, z różną siłą, ale nic z tego nie wychodziło. Znaczy inaczej - drzewem muru nie przebiję, więc owszem - jakieś ślady na drzewie zostawały, aczkolwiek nie było to to, czego oczekiwał chłopak. Siła, z którą uderzał była zbyt mała. Przed nim jest jeszcze sporo pracy, ale chłopak tracił po prostu cierpliwość. W końcu zrozumiał co przeżywają pokemony, które chcą poznać nowy atak. Nie mają na jego temat zielonego pojęcia, a ktoś karze im wykonywać takie trudne rzeczy. Ehhh... ale Matt da radę, nie miał zamiaru się poddawać. Dzisiaj trenował do upadłego, pójdzie spać, ale jutro znów tu wróci. Nie odpuści. Nauczy się drapać!

Matt Anorith
-próby ogarnięcia co tu się do cholery jasnej dzieje,
-Drapanie (Scratch) 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shi

avatar

Male Liczba postów : 372
Wiek : 21

PisanieTemat: Re: PJP - Plac treningowy   Nie Sty 25, 2015 11:43 pm

Kabuto Shi
~
Dla Shi'ego sen był niczym innym jak zagadką do rozwiązania. Nie pamiętał takich, których pokrótce nie mógł rozszyfrować, czyniąc to dopiero przez rozbudzenie. Zawsze analizował sobie logiczne czy mniej logiczne, wyraźne czy niekształtne wizje oraz przyciemnione, bo tak wyglądała przeważnie rzeczywistość senna białowłosego. Tym razem jednak szybko zorientował się, że jego ciało zmieniło się drastycznie, a to w czym tkwi to nie sen, a część Pokemonowego Parku Jurajskiego. Świadomość tego dla mężczyzny, a raczej samca nie wywołała w nim panicznego strachu, bo jeśli chodzi o skamieliny pokemonów, Kabuto był jednym z jego ulubionych, żeby nie powiedzieć, że trafił idealnie. Wiedział o nim może niewiele, ale miał świadomość, że wyższa forma tego pokemona zaopatrzona jest w unikalne ostrza, które całościowo według niego przypominają słynnego Musashi'ego Miyamoto. Wkrótce też zorientował się gdzie jest, a był na terytorium jurajskiego placu treningowego, który oferował tutejszym ludziom/pokemonom dostatecznie wiele dobrodziejstw. Wysłuchawszy wcześniej pomysłodawców eventu i tego co mieli zebranym do przekazania, zdał sobie sprawę, że jest zdany na siebie, ale też musi zdziczeć i zmienić swoje obyczaje, albowiem - nie traci świadomości, ale też nie może korzystać z ludzkiej mowy, jest cholernie rzadkim pokemonem o równie rzadko spotykanym typie i potencjalne szanse na ewolucję poprzez trening czy walkę. To wszystko zmotywowało go na tyle, że w pierwszej kolejności postanowił "rozpisać" swoją wizytówkę na piasku za pomocą skromnych kończyn i twardego tułowia. Napisał i narysował:


Kabuto Shi  #140

Charakter:
Zrównoważony i spokojny, czasem działa również pod wpływem emocji, co zmusza go do podejmowania nieoczekiwanych i zaskakujących decyzji, choć często trafnych. Od początku realizuje ściśle swój plan działania, stara się kontrolować przebieg walk, zdarzeń oraz zmagań. Małomówny, przeważnie cichy. Nie lubi wchodzić w relacje słowne, dla niego gest znaczy wiele więcej niż słowo. Odzywa się tylko wtedy, kiedy uzna to za słuszne i niezbędne. Inne relacje, bardziej otwarte praktykuje w kontakcie z pokemonami.
Typ Pokemona: Kamień/Woda
Prędkość: 55
Wielkość: 0.5 m
Waga: 11.5 kg
Ataki:
-


Zrobił to oczywiście uprzednio sprawdzając możliwości ciała pokemona, dzięki czemu przybliżył jego prędkość oraz zmierzył rozpiętość ciała, a też prowizoryczna waga posłużyła mu do zdiagnozowania swojej ciężkości. Wkrótce w nowym ciele czuł się naprawdę dobrze, a małe oczka, czułki i skorupa dodawały mu uroku, który miał jako człowiek, gdy był jeszcze dzieckiem. Teraz pozostało mu wybrać debiutancki dla siebie ruch, który pozna jako pokemon. W głębi duszy, gdzieś tam daleko w podświadomości zawsze marzył o czymś takim, o takiej przygodzie, by stać się pokemonem i trenować. Jako trener miał pojęcie o atakach w sferze możności ich wykorzystania głównie w walce, przeciwnie do koordynatorów, którzy swoim treningiem skupiają oczekiwania na pokazach. Jako Kabuto, bo takie imię teraz nosił i postanowił przy nim póki co zostać, bowiem przypominało mu jedną z postaci anime Naruto, co w dosłownym słowa znaczeniu oznaczało hełm. W każdym bądź razie, jako Kabuto-shi:
- Kabutoshi też fajnie brzmi. - Pomyślał i postanowił się skupić na treningu. Oczywiście chciał swoje ruchy wykorzystać pod kątem walki, więc taki progres treningu rozpoczął. Najpierw jednak zdiagnozował znane mu ataki i wybrał jeden z nich, który on jako pokemon może poznać. Analizował myślami:
- Hmm... Jestem przekonany, że ten pokemon jest skory do twardych ruchów ze względu na swój typ. Pewnie ma też w inwentarzu technik te destruktywne, którą to destrukcję zapewnia woda - jego drugi typ. Jestem twardy jak hełm, więc zacznę od... Od Utwardzenia! - Do takiego wniosku doszedł w podświadomości, reagując na tak zwaną żarówkę nad głową, wyskokiem w górę, po czym upadając na ziemię tułowiem do góry nogami. Twardo upadając.
- Kaaa... Buto! - Wyglądało na to, że załapał już pokemonowy slang i tym oto sposobem rozpoczął trening Harden'a, który jeszcze w Eterii poznał już przecież jego Gligar. Do celów ćwiczeniowych postanowił wykorzystać ścianę skał, która torowała drogę do charakterystycznej jaskini na placu treningowym, w której swobodnie mógł ukryć się mniejszy dinozaur czy niedźwiedź. Aby się wzmocnić, uderzał o skały swoim "hełmem", zamykając przy uderzeniu oczy. Jego chitynowy pancerz sprawdzał się świetnie i przyjmował na siebie coraz to większe przeciążenia związane z frontalnym zderzeniem ze ścianą. Wybijał się ze skocznych nóżek i niczym pacnięta mucha obijał o tarczę usłaną z głazów, a uderzenie amortyzowała jego skorupa. Po kilku monotonnych seriach, zaprzestał i wziął odwłok gdzie indziej, na nieco bardziej otwartą przestrzeń przypominającą nieco jurajską sawannę. Tutaj w pokoju i harmonii, oczyścił umysł.
- Teraz Shi... Znaczy Kabuto, musisz postarać się pokryć swoją skórę mistyczną substancją, która nada połysku tobie, pokemonowi. Pamiętasz jak to robił Gligar? Widziałeś to na żywo! Działaj! - Wewnętrzny monolog odpowiednio go zmotywował,  by pokrótce ujrzeć połyskujące światło na brązowawym odwłoku wymarłego pokemona. Skorupa błyszczała, ale nie za długo, więc odpoczywał z każdą przerwom między wykonywaniem Utwardzenia, by ponownie zaprzeć dech i przeć, by jego cholerna obrona wzrosła jeszcze bardziej, a ten odporny na ataki, miał większe szanse na przetrwanie z silniejszym przeciwnikiem. Nie chciał też przeholować pierwszego dnia, więc robił to długo, ale skutecznie i z wyznaczoną ilością powtórzeń. Zarówno naturalne utwardzanie mięśni, jak i mentalne było równie ważne, podobnie jak w sztukach walki, dlatego ten, a  ie inny ruch padł ofiarą Kabutoshiego na pierwszym trening, dziwnie to brzmi, ze sobą. Na zakończenie, postanowił odpocząć przy ogromnym, rodem z prehistorycznej dżungli, drzewie, które uchroniło małego pokemona przed większymi od niego możliwymi tu do spotkania osobnikami. Odpoczynkiem dumał o niejakiej organizacji Jeźdźców Apokalipsy, która niczym Akatsuki w Naruto, wykorzystywała ich do niecnych celów. W sumie tak sobie myślał, że Yakushi z tegoż anime również w końcowej fazie mangi dołączył, przynajmniej na czas wojny, do organizacji. Wyobraził więc sobie, że odgrywa teraz rolę pobocznego bohatera i o tym zamierzał śnić, myśląc też o domu i innych trzymających go na tym świecie ważnych rzeczach, do których miał sentyment.
- Kabu... Kabu... To... Ka... Bu... To... Ka... *Chrap* *Chrap* - Jakże słodkie były wydawane przez pokemona Shi'ego dźwięki, które mógł wypowiadać. W ten oczywiście sposób, zapadł w sen pod drzewem, czekając na dzień jutrzejszy, który otwierał mu horyzonty na nowe pomysły.

  • nauka Utwardzenia (Harden) #1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shi

avatar

Male Liczba postów : 372
Wiek : 21

PisanieTemat: Re: PJP - Plac treningowy   Pon Sty 26, 2015 6:20 pm

Kabuto Shi
~
- Kaaaaaaaa... Kabuto! - Ziewnął sobie i wstał, niegdyś białowłosy mężczyzna, teraz pokemon-skamielina zdolny wypowiadać wyłącznie sylaby, które odpowiadają jego nowemu imieniu. Czuł się już dobrze, coraz lepiej, bo taki już był, że aklimatyzacja w nowym miejscu, a raczej nowym ciele nie trwała zbyt długo. Przydzielono mu skorupę pokemona o niezwykle dużym potencjale, mało tego, pochodzącego z jego rodzimego regionu, gdzie zaczynał swoją przygodę. Już drugiego dnia podkreślał sobie w myślach ten przydział, bowiem bardzo zależało mu na wykonaniu powierzonego zadania, aczkolwiek nie miał ciągle pewności dla kogo pracuje i czy w dobrym, czy złym celu. Mimo wszystko, pasowało mu to, że dano pokemonowi tak unikalną szansę. Postanowił więc dłużej się nie głowić i rutyniarsko poradzić sobie z nowym ruchem, który w normalnych okolicznościach zostawał przydzielony Kabutowi w sposób naturalny, na starcie. W tym wypadku naturze trzeba było pomóc, a Kabutoshi wiedział, że może to uczynić tylko i wyłącznie poprzez trening. Park Jurajski, na którym mieli możliwość trenowania, zawierał na swoim terenie również wulkan, do którego podświadomie Shi odczuwał sentyment, albowiem niegdyś w regionie Kanto, trenował w podobnej lokacji z jego starą Charmeleon czy wcześniej Charmander. Spod drzewa, pod którym wczoraj zasnął jako mały Kabuto, Shi postanowił udać się w stronę skupiska magmy. Wydawało mu się, że jest bynajmniej czynny z uwagi na sztuczną prehistorię, w którą on i reszta uczestników się przenieśli. Nim jednak wyruszył w ramach treningu, spojrzał na wizytówkę, która sobie napisał na glebie i odhaczył wczorajszy trening, by zaliczyć dzisiejszy. Teraz drepcząc swoimi małymi odnóżami, szybko wdrapywał się na bazaltowe skały wulkaniczne, by w końcu, po kilku godzinach czy dziesięciu minutach znaleźć się na szczycie. Z odwagą spojrzał małymi oczkami na lawę, którą wypełniony był krater, następnie pomyślał:
- Aby dalej móc się utwardzać, będę musiał zejść na dół, bo wskoczenie do lawy raczej nie jest dobrym pomysłem. Stoczę się po prostu z wulkanu, obijając o wypustki czarnej skały. Dzięki temu uodpornię ciało na uderzenia zewnętrzne. Oby pancerz to wytrzymał! - Zmotywował się, zaplanował wszystko, układając w niewielkiej główce Kabuto, która skrywała umysł dorosłego mężczyzny. Ustawił na zboczu góry wulkanicznej, po czym przełknął ślinę i już miał się stoczyć, ale wnet pomyślał:
- Wczoraj też trenowałem, próbując wymusić Utwardzenie poprzez obłożenie pancerza lśniącą energią. Spróbuję, by się trochę utwardzić. Wczorajszy trening powinien przynieść sposobny rezultat. - Wpadł na pomysł i rzeczywiście spróbował, teraz trochę pewniej się czując. Następnie niczym samobójca, zeskoczył z blisko dwutysięcznika, staczając się niczym kula śnieżna urwiskiem. Starał się zjeżdżając balansować ciałem, by skorupa na plecach zbierała największą siłę uderzeń. Dało się słyszeć:
- Kabu! Kabu! Kaa! To! - Wrzeszczał, ale odetchnął z ulgą, gdy rozpędzony i stoczony już z góry wulkanu, trafił rozpędzony w drzewo, pod którym uprzedniego dnia zasnął, tym samym łamiąc je w pół i absorbując siłę uderzenia na plecy. Bolało, ale było warto, bo Shi w ciele pokemona na pewno poprzez ból, przyzwyczaił do niego ciało. Teraz pozostało mu odpocząć i zając się wygrawerowaną na piasku kartą postaci. Obolały zaznaczył korektę, odhaczającą też dzisiejszy trening. Był już co prawda śpiący, ale postanowił tryumfalnie użyć Utwardzenia, by sprawdzić jakie postępy poczynił, włączając w analizę dzień dzisiejszy. Dumny ze swojego nowego ciała, postanowił sentymentalnie położyć się pod złamanym przez niego drzewem i oddać snu. Ziewnął słodko, jak to małe pokemony i wygładził sobie poduchę z wysokiej trawy. Nie mógł przed snem obejrzeć jakiegoś ciekawego anime, więc postanowił w sposób rzetelny wyimaginować sobie wizję odcinków jego ulubionych serii. O nie dziwo, przypomniały mu się akurat odcinki Naruto, w którym wspominał Kabuto Yakushi'ego, który z tych nowszych, toczył świetny pojedynek z braćmi Uchiha. Wczuł się w tę postać, wyobrażając sobie, że włada przeszczepionymi zdolnościami Piątki Dźwięki i członków Taki. Szczególnie do gustu przypadły mu kości Kimmimaro i finalna forma "tańca" niejakich sosen. Wyobrażał sobie, że jako Kabuto z podobnego ruchu będzie mógł korzystać, co oczywiście było herezją. W głębszej fazie snu myślał o swojej ewolucji - Kabutopsie, który swoimi ostrzami przypominał nieco odmienną wersję Scythera w innym odcieniu.
- Zrobię to... Osiągnę... - Ta myśl, wybudziła go i sprawiła, że otwarły się jego małe oczka, po czym mały stworek w kształcie hełmu ujrzał nieprzeniknioną ciemność, odgłosy jurajskiej dżungli, które szybko nakazały mu kontynuować sen, w który podświadomie raz kolejny zapadł, zmęczony dzisiejszymi zmaganiami.

  • nauka Utwardzenia (Harden) #2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sin Cara
Admin
avatar

Male Liczba postów : 1389
Wiek : 23

PisanieTemat: Re: PJP - Plac treningowy   Pon Sty 26, 2015 8:09 pm

Poruszanie wychodziło mi już coraz lepiej, bo spędziłem na nim praktycznie cały dzień. Chciałem poprawić nieco swoją własną szybkość, ale to było praktycznie niemożliwe przez budowę anatomiczną pokemona, którym jestem czyli Lileepa. Starożytny pokemon był jednym z pierwszych roślinopodobnych i raczej prowadził osiadły tryb życia więc dla mnie sukcesem i tak była dana możliwość mi poruszania się. Na dzisiaj chodzenia miałem już jednak dość i chciałem się skupić na czymś innym i od razu przypomniało mi się, że dobrze będzie kontynuować trening ataku, którego wczoraj zaczynałem zapoznawać czyli Uwięzi. Musiałem więc powrócić na miejsce treningowe i... ruszyłem. Po dłuższym czasie trafiłem na miejsce i już po chwili ujrzałem też swój cel, którym znowu był manekin treningowy, którego wykorzystywałem również wczoraj. Uwięź to w sumie łatwy ruch, ale chce mieć pewność, że go opanuje, bo przy moich zdolnościach pokemonowych może okazać się niezwykle przydatny i skuteczny. Obrałem więc swój cel i ruszyłem do manekina... a to znowu zabrało mi nieco czasu. W końcu udało mi się dotrzeć do mego celu i stanąłem już przy manekinie, który stał tak jak wczoraj go zostawiłem. Gdy stanąłem przed nim to oczywiście tak jak i wczoraj wyciągnąłem głowę przed siebie tak, by niemalże dotykać manekina, a następnie ponownie uruchamiałem tkankę mięśniową, która kryła się w różowych mackach na mej twarzy, a raczej wokół niej. Te wprawione w ruch były oczywiście zależne od mojej woli i od razu posłałem je na manekina. Te po nim wiły się w wybranych kierunkach. Te kierunki to oczywiście ręce oraz głowa, które były bardzo ważne u pokemonów o postawie humanoidalnej i tych chodzących na dwóch nogach. Sposób, który wykorzystywałem był na nich skuteczny. Tak więc macki popełzły do rąk i głowy i oplotły się wokół nich, a gdy to nastąpiło momentalnie wykorzystałem to i w pełni świadomie wykonałem skurcz mięśni moich macek. Te momentalnie sprawiły, że manekin był powiązany tuż przy mojej twarzy. Taki był cel i to się udało. Manekin wyglądał jak papier owinięty taśmą klejącą i gdyby był żywym stworem nie było szansy na to, by się ruszył. Wyszło jak zaplanowałem, ale to jeszcze mało, a nie przerwę po jednej udanej próbie co nie? Tak więc po chwili ponownie brałem się za trening na manekinie. Znowu wyciągałem głowę jak najbliżej celu, wprawiałem w ruch macki, te pełzły do rąk i głowy, a ostatecznie skurcz tkanki mięśniowej dawał ostateczny efekt w postaci wykonania Uwięzi na manekinie, gdyż ten wyglądał jak zapakowany prezent, który nawet jakby mógł to by się nie ruszył. Tego mi jednak było za mało. Trzeci raz spróbowałem na manekinie i wyszło mi tak samo dobrze jak za drugim, a nawet jak za pierwszym. Niby wszystko szło dobrze i to nawet w dobrym kierunku, ale i tak gdzieś czułem, że to jednak nie wszystko. Wreszcie jakby przyszło olśnienie i pomyślałem:
-No przecież nie każdy przeciwnik będzie miał postać humanoidalną i pionową. Może zdarzyć się, że przyjdzie mi wykorzystać ten ruch przeciwko czemuś innemu. Trzeba i inne opcje wykorzystać. Biorę się za to. - rzekłem i rozejrzałem się ponownie po okolicy. Po lustracji okolicy w oko wpadł mi krzew i pomyślałem, że może przyjdzie i walczyć mi z czymś co będzie przypominało inną roślinę. Trening na jakiejś roślinie mógłby więc też być przydatny. Szybko więc ruszyłem w kierunku krzewu... ta szybko to tylko metafora taka, bo znowu zajęło mi to kupę czasu i dopiero po dłuższej chwili znajdowałem się przy swym celu czyli krzewie. Gdy byłem więc blisko to jak i na poprzednim celu wyciągnąłem swą głowę ku niemu jak najbardziej, a następnie też wprawiałem w ruch swe macki te ruszyły na cele, którymi niewątpliwie były gałęzie krzewów i każda macka zajęła się jedną gałązką, a następnie wokół niej się oplatała. Następnie skurcz przyniósł takie efekt, że nie tylko momentalnie macki straciły na długości, ale i bardzo mocno zacisnęły się na gałęziach co ostatecznie sprawiało, ze krzew, który wyglądał na niezwykle rozłożysty nagle stracił na swej wielkości, a to wszystko przez to, że szerokie gałęzie zostały uwięzione jedna przy drugiej i to tuż przy mojej twarzy, a to również sprawiło, że sam krzew nieco wykrzywił się w moim kierunku. Takiego efektu jak na pierwszy raz się też nie spodziewałem, ale wyglądało to naprawdę nieźle, ale i tutaj musiałem zabrać się za powtórki, bo lepiej zrobić parę razy niż raz i potem żałować, że mogło już się znać ruch. Tak więc znowu brałem się za powtórki na krzewie i to tym samym systemem co dotychczas. Wyciągałem głowę jak najbliżej celu, poruszałem swymi mackami, które następnie oplatały się wokół gałęzi i to po jednej na gałąź, a następnie szybki skurcz, którzy wiązał krzew jak taśma papier. Efekt podobny co przy pierwszej próbie więc byłem zadowolony. Oczywiście to jeszcze nie koniec więc brałem się za kilkanaście powtórzeń. Te kilkanaście powtórzeń sprawiało, że za każdym razem mieliśmy podobny efekt, ale w końcu i ja zmęczyłem się w tym pokemonowym ciele. Zakończyłem wtedy ten trening. Schowałem się w cieniu, by odpocząć po bardzo pracowitym treningu.

Cel:
-Próbuje siebie Lileepa nauczyć Uwięzi (Constrict) (2)

----------------------------------------------------

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Matt



Male Liczba postów : 983
Wiek : 19

PisanieTemat: Re: PJP - Plac treningowy   Pon Sty 26, 2015 8:54 pm

Matt ponownie przylazł na łąkę na placu treningowym w tym dziwnym miejscu. Przylazł... o ile w ogóle tak można nazwać ten sposób przemieszczania się. Chłopak postanowił dalej trenować Drapanie - bo chyba w końcu tak nazywał się ten atak. Matt próbował sobie z całej siły przypomnieć jak ów atak wykonywały pokemony, kiedy je obserwował. Poza zwykłym zadawaniem pazurkami ciosów nie przypominał sobie niczego nadzwyczajnego. Widocznie musi po prostu trenować... nic innego mu nie pozostało.
Chłopak czuł się z tej perspektywy trochę śmiesznie. Przypomniał sobie wszystkie treningi, na których próbował popędzić swoje pokemony, zmusić je do większego wysiłku. Nie mógł zrozumieć dlaczego atak im nie wychodzi. Przecież to wydawało się proste. W tamtym momencie chłopak na własnej skórze mógł przekonać się, że nie jest to takie łatwe. To doświadczenie na pewno w wielkim stopniu zmieni jego podejście do trenowania pokemonów. W końcu on sam był wtedy pokemonem.
Na miejscu najpierw trochę się rozciągnął, a zaraz później zaczął rzucać się na drzewo. Swoimi szponami próbował wyszarpać w nim porządną dziurę, aczkolwiek dalej szło bardzo średnio. Jego głównym celem było w tym momencie takie poniszczenie tego drzewa, aby upadło ono. Kolejne próby drapania szły mu naprawdę bardzo mozolnie i nie było widać postępów, za to zmęczenie jak najbardziej. Niby ciosy były coraz silniejsze, aczkolwiek to nie było to. Chłopakowi robiło się aż przykro. Próbował, próbował i próbował, a efektów nie było widać. Gdy Matt zmęczył się do tego stopnia, że nie był w stanie trenować dalej - postanowił odpuścić. Przynajmniej na dzisiaj.

Matt-Anorith:
-Drapanie (Scratch) 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wabik

avatar

Male Liczba postów : 695
Wiek : 19

PisanieTemat: Re: PJP - Plac treningowy   Pon Sty 26, 2015 9:44 pm

Po wczorajszym treningu zmęczony pokemon położył się pod drzewem, a następnie zaczął spoglądać w księżyc, jednak przez ciężki trening jego ciało wymagało odpoczynku, by zabrać nowej energii potrzebnej do dalszego działania. Co kilka sekund powieki dinozaura opadały, a za każdym razem było je ciężej podnieść i w taki oto sposób Cranidos zasnął pod rozłożystym i potężnym drzewem. Mijały godziny, a Wabik spoczywał w takiej samej pozycji, w jakiej zasnął. Dopiero poranne promienie słońca zaczęły go oślepiać, przez co mimowolnie obrócił się na drugi bok. Niestety idealny sen został przerwany i pokemon otworzył swoje oczy, by rozejrzeć się po otoczeniu. Po chwili poczuł, że jego brzuch wydawał z siebie przerażające dźwięki, które oznaczały tylko jedno- był bardzo głodny. Następnie Wabik znowu męczył się, by wstać, ponieważ nadal nie przyzwyczaił się do swojego nowego ciała. Na szczęście po każdym deszczu pojawia się słoneczko i tęcza, więc Szamanowi udało się stanąć na nogach i utrzymać równowagę, co ponownie go niewiarygodnie ucieszyło. Następnie rozejrzał się i dostrzegł misję z jedzeniem. Widocznie w czasie jego snu organizatorzy całego przedsięwzięcia postanowili zadbać o jego podstawowe potrzeby i przygotowali dla niego prowiant. Pokemon zbliżył się do strawy, a następnie niepewnie ją obwąchał, by upewnić się, że wszystko jest w porządku. Po dokładnych oględzinach zaczął pałaszować jedzenie, które bardzo mu smakowało, dlatego po kilku minutach miska była idealnie czysta. Następnie napił się, by ugasić pragnienie. Teraz był gotowy na następny trening. Zaczął od próbnej rozgrzewki, która miała mu pomóc w dokładnym opanowaniu swojego ciała. Musiał poznać każdy element, by móc w pełni wykorzystać swój potencjał. Następnie wkroczył na bieżnię by lepiej poznać swoje nogi. Minuty mijały, a on ciągle biegał co w pewien sposób sprawiało mu przyjemność. Po iście maratońskim biegu opuścił przerwę i spacerkiem okrążył kilka razy plac treningowy. Następnie poszukał swojego manekina, który już wczoraj był jego przeciwnikiem w czasie treningu, na pokemonowej twarzy zagościł delikatny uśmiech. Zbliżył się do swojej ofiary cały czas utrzymując kontakt wzrokowy. Chłopak wyobraził sobie, że jest to istota żywa, co dodatkowo motywowało go w tym treningu. Nagle się zatrzymał i wykonał kilka ruchów głową, by był w stu procentach pewnym, że nie nabawi się kontuzji. Następnie uderzył w manekina, który swym kształtem przypominał potężnego Snorlaxa. Szło mu lepiej niż wczoraj, jednak to nie było to. Z sekundy na sekundę uderzał z coraz większą zaciekłością i szałem. Czuł jak krew buzuje w jego żyłach. Widocznie udzielało mu się pierwotne zachowanie dinozaura, którym się stał. Na brzuchu Snorlaxa widoczne były wytarcia, które powstały na skutek uderzeń Szamana. Wabik czuł w swoim sercu dumę. Na zakończenie oddalił się od kukły, a następnie wykonał w tył zwrot. Rozpędził się pokonując liczne przeszkody i z całą swoją mocą uderzył w swój cel, co spowodowało, że materiał się przerwał i zaczął z niego uciekać piasek, którym była wypełniona kukła. Na zakończenie Wabik przebiegł kilka okrążeń na torze z przeszkodami, a potem ruszył zwiedzać wyspę.


Cel:
Uderzenie Głową 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sophie

avatar

Female Liczba postów : 206
Wiek : 20
Skąd : Mars

PisanieTemat: Re: PJP - Plac treningowy   Pon Sty 26, 2015 11:00 pm

Otworzyłam oczy i zdezorientowana rozejrzałam się dookoła. Potrzebowałam kilku sekund żeby zrozumieć, co się dzieje i przypomnieć sobie ostatnio minione wydarzenia. Widziałam moją pokemonową twarz odbitą w lodowej ścianie mojego tymczasowego lokum.
Nie ma co siedzieć i rozmyślać. Czas wziąć się za siebie i trenować! Tylko to w tym momencie może pomóc mi wyrwać się z tego miejsca!
Z tym postanowieniem wygramoliłam się że schronkenia i zaczęłam spacerować dookoła. Z radością zauważyłam, że nie sprawia mi to już większego problemu- lepiej mi nawet idzie, jeśli się na tym nie skupiam. Wyglądało to dość zgrabnie więc postanowiłam wrzucić wyższy bieg i dac z siebie wszystko.
Ta czynność też wydawała się trochę prostsza niż ostatnio, lecz nadal czułam że nie wykorzystuje całego potencjału mojego ciała. Cóż- praktyka czyni mistrza, więc próbuje.
***
Po półgodzinnej przebieżce usiadłam, by odpocząć. Robiłam serię różnych ćwiczeń, żeby nie zastać się teraz. Głęboki wdech i wydech- oddech, rzecz tak samo ważna jak ćwiczenia. Rozluźniam mięśnie, badając jednocześnie lodową siłę w sobie. Byłam bardziej świadoma jej istnienia. Rozciagając ciało próbowałam rozciągać wewnętrzny strumień. Pokemony w sumie przy większości ataków poruszają się, więc nie mogę ograniczać się tylko do medytowania.
Tak jak ostatnio udało mi się poruszyć lód w sobie, tak i teraz przyszło mi to łatwiej. Skupiłam się na tym uczuciu i przez chwilę znieruchomiałam, chcąc przyśpieszyć jego przepływ. Mnisi nazywają tą wewnętrzną energię chi. Była jak wiatr, swobodnie poruszający się w danym, z góry określonym kierunku. Moc, która może tyle zdziałać znajdowała się wewnątrz mnie i czekała na uwolnienie.
Skupiłam się mocno, starając się utrzymać ten wartki strumień. Nagle poczułam, że wcale nie tracę na poruszaniu tej siły tak wiele energi, jak na początku. W sumie lodowa siła stała się jednością z moją energią. Zapewne przez to, że nie używałam żadnego ataku i jej nie traciłam, mój bilans sił był zrównoważony.
Super uczucie!
Zwolniłam trochę przepływ, by nie tracić zbędnej energii.  Cieszyłam się, że choć trochę udało mi się osiągnąć od mojego przybycia tutaj.
Przepływ kontrolowałam już świadomie. Teraz jednym wielkim pytaniem jest; jak tą energię przenieść poza swoje ciało?  W jaki sposób zaatakować przeciwnika tak, by go pokonać?
Muszę sama do wszystkiego dojść.
Ruszam na powolny spacer, by rozejrzeć się po okolicy.
Obserwuje taniec śniegu. Może natura pomoże mi zrozumieć, jak mam działać? W końcu wszystko ma swój początek, właśnie z tąd.
Ta harmonia, ktorą zaobserwowałam wczoraj nie była wynikiem przypadku. Wszystko jest połączone. Wszystko jest całością.
No właśnie. Wsłuchałam się w rytm otaczającego mnie świata. Chciałam być jego częścią. Więc dostosowałam swój przepływ do melodi, ktorą słuchałam z takim zapałem.
W mojej głowie pojawiła się prosta myśl. Śnieżny Pył wydostaje się z ust.
Spróbowałam więc. Przyśpieszyłam przepływ energii i starałam się wypuścić energię. Poczułam coś xnsjomego... ale nic się nie stało.
Strumień nie chciał się odkształcić... ale znów poczułam, że potrafię. Wystarczy tylko trochę wprawy...
I próbowałam kilkakrotnie, lecz nie dawało to efektu. Tupnęłam ze złością. Ni może tak być!
Zebtałam sie w sobie i skupiłam się mocno. Jeszcze raz spróbowałam.
I w końcu poczułam to. Nikła, ale jakas część mocy wydostała się ze mnie.
I kichnęłam, wydobywując z siebie lodowy podmuch.

Z niedowierzeniem spojrzałam na to, co przed chwilą zrobiłam. Czy to przypadek? Łud szczęścia?
Nie wiem, ale coś mi się w końcu udało! Teraz tylko porządnie muszę się tego nauczyć!
Spróbowałam jeszcze raz, lecz tym razem poczułam tylko lekkie odkształcenie siły.
Kilka kolejnych prób też się nie powiodło...
Byłam jednak już zmęczona. To mogło być przyczyną nieudolnych prób...
Postanowiłam odpocząć i zacząć trening następnego dnia.
No cóż, spróbuje jutro.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Castiel

avatar

Male Liczba postów : 715
Wiek : 26

PisanieTemat: Re: PJP - Plac treningowy   Wto Sty 27, 2015 7:27 pm

Kolejny dzień i kolejna możliwość nauczenia się przydanych umiejętności w walce z tymi ludźmi. To wszystko jest tak nieprawdopodobne. Boję się tego co może się wydarzyć w przyszłości. Mimo tego strachu posiadam własne pokłady energii i nie poddam się bez stosownej walki. Przemierzałem ten plac treningowy w poszukiwaniu idealnego miejsca. Zdecydowałem się ponownie na teren przy zbiorniku wodnym. Poruszająca się woda będzie mi dawać sygnał, że coś już się dzieje z moimi rykami.

Wszystko rozpocząłem od treningu moich płuc. W końcu to one grają pierwsze skrzypce w tej rozgrywce. Ćwiczeniem staram się poprawić ich wydajność oraz pojemność. W tym celu nabieram powietrza w płuca. Jak najwięcej się da. Pewnie z boku będę wyglądać dość groteskowo, jednak w przyszłości się przekonają że moje poczynania nie poszły na marne. Zebrane powietrze wypuszczam bardzo powoli przez usta, z których staram się uformować dzióbek. Dzięki czemu zacznę kontrolować długość mojego wydechu. A to z pewnością przełoży się na końcowy efekt.

Ćwiczyłem w ten sposób przez dłuższą chwilę. To była tak zwana rozgrzewka. A teraz własnie przyszła kolej na aktywne wykorzystanie tego czasu. Od teraz staram się wydawać z siebie dźwięki podobne do ryczenia. Próbuję wszystkich kombinacji i przyglądam się wodzie. Im bardziej moje fale dźwiękowe ją wzburzą, tym lepszy efekt uzyskuję.

Ja uczę się Ryku -2-

----------------------------------------------------

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sin Cara
Admin
avatar

Male Liczba postów : 1389
Wiek : 23

PisanieTemat: Re: PJP - Plac treningowy   Wto Sty 27, 2015 7:45 pm

Kolejny dzień jednego z moich "ja" upływał jak zwykle na przemieszczaniu się po terenie, bo co innego mi pozostało w tej niewygodnej formie. W dodatku przemieszczanie to słowo najlepiej opisujące ten stan, bo chodzeniem w tym ciele nazwać nie można. Przemieszczałem się więc powoli jak przystało na połączenie duszy człowieka i ciała Lileepa, aż wreszcie udało mi się powrócić w miejsce gdzie znowu zobaczyłem dobrze znanego mi manekina treningowego. Wtedy pomyślałem:
-Kurde. Dobrze by było znowu wziąć się za ten trening. I chyba to zrobię. - i po tych słowach wypowiedzianych w myślach ruszyłem w kierunku manekina. No i tak kroczyłem pewnie lecz powoli w jego kierunku, by wreszcie po dobrej dłuższej chwili stanąć przed nim. Wtedy oczywiście nic mi już nie stało na przeszkodzie, by móc spokojnie brać się za kolejny trening z serii nauki Uwięzi. Wyciągnąłem więc głowę przed siebie i to w kierunku celu, który był manekin. Następnie rozgrzałem swoje mięśnie, a to zrobiłem po to, by wprawić w ruch tkankę mięśniową macek, które okalały moją twarz schowaną w cieniu. Tak więc gdy macki już się wiły wypuściłem je na cel. Nieco się wydłużyły, a już wtedy mogąc nimi sterować posłałem je na ręce i głowę. I to tak, by po chwili móc już opleć nimi się wokół wcześniej wspomnianych miejsc. Gdy już udało mi się tego dokonać to dzięki zależności mięśni od mojej woli skurczyłem je i to spowodowało, że macki zacisnęły się na celu, skróciły nieco swą długość i przez to manekin momentalnie wygiął się, przybliżył do mej twarzy, a jego postawa przypominała kulę śnieżną gdyż uwięziłem newralgiczne miejsca tak, by w czasie walki nie mógł się wyrwać. Jak na mój gust wydawało mi się, że wszystko idzie w dobrym kierunku, a więc ułożyłem manekina. Ale przezorny zawsze ubezpieczony prawda? Więc i ja kontynuowałem jeszcze swój dzisiejszy trening. Kolejny raz na manekinie. Znowu wyciągnąłem głowę ku niego, rozruszałem macki, macki oplotły się wokół głowy i rąk, a następnie skurcz i wtedy manekin wyglądał jak uwięziony w postaci prezentu czyli tak, by nie miał szans na ucieczkę w czasie walki ze mną. Gdy więc skończyłem drugą próbę na manekinie odstawiłem go i znowu rozejrzałem się po okolicy. W oczy rzucił mi się znowu znajomy krzew, a więc pomyślałem:
-I na nim popróbuje. Może akurat będzie mi przyszłe walczyć z czymś co przypomina roślinę. Nigdy nic nie wiadomo. - rzekłem sobie w myślach i już po chwili kroczyłem w kierunku krzewu. Tak stanąłem na moment i by przygotować się do kolejnej próby wyciągnąłem przed siebie głowę w kierunku krzewu. Oczywiście rozgrzane mięśnie nie stawiały oporu i wykorzystując je wprawiłem macki w ruch, by popełzły po gałęziach. Jedna macka na jedną gałąź oczywiście. I tak macki owinęły się wokół swego celu czyli gałęzi, a następnie ja wykonując kurcz mięśni skróciłem ich dystans i przez to nagiąłem krzew i jego gałęzie, gdyż teraz niemal przylegał mi do twarzy. Ale przez to widać było, że mimo swej normalnej rozłożystości teraz stracił na niej co dawało mi dobre znaki. Jestem na dobrej drodze, bo w takim stanie nic roślinnego też nie umknęłoby mi teraz z pola bitwy. Jednak dla pewności i spróbowałem kolejny raz i to takim samym sposobem jak przed chwilą. Próba wykonana tak samo dała taki sam zadowalający efekt. Ale mimo wszystko jeszcze nie miałem pewności, że w niedalekiej przyszłości poznam tę cholerną Uwięź. Spoglądnąłem więc na siebie, a potem znowu na teren, który mnie otaczał. I coś jakby mnie oświeciło.
-No tak. Pokemony występują w różnych rodzajach. Może to być na przykład coś czterokończystego. Coś kopytnego, albo i niekoniecznie, ale i na czterech łapach. Muszę też wypróbować to na takim. - a na ten pomysł wpadłem widząc manekina podobnego do konia na biegunach. Zbliżyłem się więc do niego co kosztowało dużo straconego czasu, ale już po chwili... ta chwili, po dłuższym momencie udało mi się do niego dotrzeć i jak poprzednio pierw wciągnąłem swą głowę przed siebie. Oczywiście już po chwili w ruchu były moje macki. Te popełzły po ciele nowego manekina i dotarły do głowy i przednich kończyn. Po tym jak się wokół nich oplotły to zacisnąłem mięśnie w mackach i tak manekina padł na przednie kończyny i to tak, że miał do nich przyległą głowę. Tylko zad manekina z tylnymi kończynami był w górze, ale to nie była pozycja, która w jakikolwiek sposób dawała mu szansę ucieczki. Widząc efekt byłem zadowolony, ale wiedziałem, że każda praca potrzebuje doszlifowania i też za to się teraz wziąłem. Kontynuowałem wykonywanie tego na manekinie przypominającym kopytnego. Tak zleciał mi cały wieczór. Wreszcie jednak zabrakło sił na kolejne próby i wtedy odpuściłem. Ruszyłem zaleźć gdzieś wodę, by się napić, a następnie przy niej odpocząć.

Cel:
-Próbuje siebie Lileepa nauczyć Uwięzi (Constrict) (3)

----------------------------------------------------

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wabik

avatar

Male Liczba postów : 695
Wiek : 19

PisanieTemat: Re: PJP - Plac treningowy   Wto Sty 27, 2015 9:35 pm

Wabik pokemon spał kilka godzin. Na łonie natura oraz na świeżym powietrzu spało się lepiej niż w zatrutych miastach, gdzie powietrze było brudne i zanieczyszczone przez liczne spaliny pojazdów mechanicznych. Zapewne naukowcy zadbali, by z świata zewnętrznego nie przedostały się tutaj żadne poważne choroby, ponieważ to mogłoby zaprzepaścić pozytywny wynik tych badań w które włożyli sporo czasu, chęci, wiedzy oraz pieniędzy. Teraz nic nie mogło stanąć im na przeszkodzie. Dodatkowo teren idealnie przypominał ten z książkach o prehistorycznych pokemonach, które z niewiadomych przyczyn wymarły, a teraz możemy odnaleźć tylko ich skamieliny. Wabik dinozaur po napojeniu swoich zmysłów tymi pięknymi widokami ruszył na kolejny trening. Zastanawiało go tylko kilka istotnych spraw. Co naukowcy zamierzają z nimi zrobić? Ile jest obiektów, takich jak Wabik? Jaki jest ich cel i co zamierzają zrobić z swoimi eksperymentami. Po tych wszystkich przemyśleniach w umyśle pokemona pojawiło się kilka mrocznych scen. Aby Cranidos mógł przeżyć musi urosnąć w siłę, a do tego niezbędny jest porządny trening. Jak mówi prawo dziczy: ,, Przetrwają najsilniejsi.'' Z nowymi motywacjami Wabik wstał, co o dziwo nie sprawiło mu większych problemów, a następnie ruszył w kierunku placu treningowego. Z dnia na dzień coraz lepiej potrafił korzystać z dobrodziejstw, które dawało mu to ciało. Powoli zaczynało mu się to podobać. Po wrzuceniu czegoś na ząb i napiciu się ruszył w kierunku poszukiwań swojego dzisiejszego przeciwnika. Na miejscu widział kilka rodzajów manekinów, jednak żaden nie odpowiadał jego wygórowanym wymaganiom. Po kilku minutach zauważył idealnego przeciwnika. Na jego twarzy pojawił się uśmiech. Dostrzegł sporych rozmiarów manekina, który swym kształtem przypominał latającego smoka. Dodatkowo manekin miał elementy drewniane oraz metalowe, co czyniło z niego trudniejszego przeciwnika. Całość można było opisać w skrócie jako pokemon ubrany w zbroję, która została wykonana po kosztach. Wabik okrążył swój cel kilka razy, by dostrzec słabe punkty konstrukcji i uderzyć właśnie w to miejsce z całej siły. Po krótkim rozpędzie w który włożył sporo siły uderzył przygotowaną do tego częścią głowy w prawą nogę. W głowie poczuł przyjemne mrowienie. Ponownie spojrzał na przeciwnika i zdał sobie sprawę, że wgniótł metal. Atak powtarzał kilkanaście razy przez kilka godzin, uderzając w różne miejsca i z różnych stron. Rezultat go zadowalał, ponieważ kukła wyglądała jakby porządnie oberwała z kuli armatniej. Metal był wgnieciony, a drewno popękane. Po tym treningu Cranidos udał się do wodopoju, by ugasić swoje pragnienie, a następnie udał się na spacerek.


Cel:
Uderzenie Głową 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shi

avatar

Male Liczba postów : 372
Wiek : 21

PisanieTemat: Re: PJP - Plac treningowy   Wto Sty 27, 2015 10:15 pm

Kabuto Shi
~
Brązowawy, pancerny pokemon-skamielina wreszcie obudził się i jednocześnie podniósł do góry wszystkie swoje odnóża, przy tym mamląc i ziewając. Rozejrzał się i pogłaskał zwalone drzewo, pod którym spał, zapewniając sobie ochronę przed nocnym wiaterkiem. Usłał swoje liściaste posłanie wśród traw, gładząc brzegi ściółki i był gotowy do stawienia czoła kolejnemu dniowi swoich przygód. Shi cieszył się, że jest pokemonem, bo nie musi myć zębów, czesać włosów, załatwiać potrzeb fizjologicznych wyłącznie w miejscach do tego przeznaczonych i tym podobnych, ludzkich cudactw, które z punktu widzenia pokemona, a punkt ten jak najbardziej miał teraz obiektywny, były po prostu śmieszne. Skorupa pierwotnego pokemona miała gdzieś w podświadomości zakorzenione, że ludzie w okresie życia Kabutów innych gatunków, wyglądali nieco inaczej, prowadząc zupełnie odmienny, bardziej zharmonizowany z naturą żywot.
- Ale jedno jest pewne, tradycja używania was do walk, treningów czy codziennego życia nie przeminęła. A też mogło być tak, że terroryzowaliście ówczesnych ludzi, a starsze pokolenia przyczyniły się do waszego wymarcia. Kto wie jak to było naprawdę w zamierzchłych czasach? Jedynie mogę sobie wyobrażać... - Zastanawiał się Kabutoshi, z przyzwyczajenia jeszcze ludzkiego, myjąc się w jeziorze ogólnodostępnym w tej lokacji. Jakimś sposobem jego unikalny typ niwelował wrażliwość pokemonów kamiennych na wodę, przed czym chronił go typ wodny. Samiec zastanawiał się w jaki sposób to wykorzystać, ale to nie trwało długo, bo wyobraźnia, którą posiadał zawsze płatała mu figle, wpadając za niego na raz ciekawe, raz nie, pomysłu, które tak czy inaczej zamierzał zrealizować. Wykorzystanie jeziora do treningu Utwardzenia było czymś innowacyjnym. Pamiętał, że uderzenie z dużą prędkością w taflę cieczy i to z dużej wysokości, ale co ważniejsze jak największą powierzchnią ciała, kończy się dla człowieka i pokemona zazwyczaj ogromną ilością siniaków, jak gdyby uderzać o beton. Na Harden to była dopiero metoda, na którą pod wpływem adrenaliny, Shi przystał bez chwili wahania. Miejsce to cechowały ogromniaste drzewa, toteż znalazło się takie, z którego znane mu z podręczników, "długoszyjaste" dinozaury zjadały sobie liściaste korony i owoce, które skrywały. Kabuto był przekonany, że znajdzie coś takiego na górze i wdrapując swoimi pajączkowatymi odnóżami na sam szczyt, znajdzie jednocześnie coś, by się pożywić, ale przede wszystkim ogromną deskę do skoku na główkę do basenu, którym był oddalony o dobrych kilkanaście czy przy urodzaju jurajskiej przyrody, kilkadziesiąt metrów w dół. Plan swój zrealizował, oddając kilka bolesnych skoków na frontalną część chroniącego go pancerza. Za każdym razem odczuwał to coraz bardziej, bo upadał bezwładnie, twardo uderzając w taflę, z coraz to większych wysokości.
- Kaaaaa! Buuuuu! Tooooo! - Przeraźliwe sylaby sypały się z jego ust podczas każdego ze skoków. Szlifował w ten sposób swoją obronę, aczkolwiek nie obyło się bez naciągnięć, przeciągnięć czy przeciążeń. Na szczęście by wróciły mu siły, z drzewa pospadały wspomniane owoce, którymi mógł pożywić się bez oporu. Względnie trudniejszą część nauki Utwardzenia miał już więc za sobą, postanowił więc wrócić na chwilę do "karty postaci", którą namalował sobie w piasku odhaczyć trzeci trening niczym rozbitek w jaskini odliczający swoje dni spędzone na bezludnej wyspie. Trening się zakończył, to też nie było do końca prawdą, bo pozostało jeszcze sprawdzić postępy, które czynił z każdym kolejnym dniem. Sprawdzenia tego dokonywał próbując wyzwolić mistycznej pokemonowej energii, która pokrywała jego skorupę, by wzniecić poziom w górę współczynnik jego obrony.
- Kabuto! Kabuto! Kabuto! - Parł mocno, aż skończył wycieńczony i popukał się w skorupę o korę drzewa, tego, z którego zlatywał do naturalnego basenu czy wyjadał owoce. Tego drugiego tu nie brakowało, więc postanowił spędzić noc właśnie pod tym drzewem, kątem oka rzucając na przepiękny wulkan i przy okazji trenujących tu razem z nim trenerów uwięzionych w ciałach pokemonów. Shi'emu zaczęły zamykać się malutkie oczka, po czym zapadł w sen, padłszy jak strudzony wędrowiec po nieustannym przemierzaniu gór. Śnił jak zwykle o jakiejś mandze czy anime, z których za cholerę nie mógł wyrosnąć, wspominając miłe chwile z dzieciństwa.
[/color]

  • nauka Utwardzenia (Harden) #3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Matt



Male Liczba postów : 983
Wiek : 19

PisanieTemat: Re: PJP - Plac treningowy   Wto Sty 27, 2015 10:18 pm

Matt jakoś nie mógł spać zbyt długo. Co chwilę budził się z gigantyczną nadzieją, że to, co się tutaj dzieje jest tylko zwykłym snem i za chwilę się wybudzi. Jak widać piękne zwieńczenie tego snu nie chciało nastąpić, zatem Matt musiał zadowolić się tym co miał. W sumie... bycie pokemonem w pewnym stopniu nie było takie złe, ale to nie czas zastanawiania się nad sensem egzystencji kamienia.
Z założenia Matt był dość leniwy i każda próba treningów przychodziła mu z wielkim oporem. Najchętniej po prostu położyłby się na trawie i nie robił kompletnie nic. Treningi były takie męczące, można było aż szału dostać. Matt jednak mimo wszystko był zawzięty. Powiedział sobie raz, że nauczy się wykonywać idealne Drapanie, więc tak będzie. Nie dopuszczał innej opcji. Skoro życie dało mu buraki, zrobi z nich barszcz!
Chłopak wiedział, że świat nie należy do sprawiedliwych. Widział w okolicy jakieś inne trenujące pokemony, więc pogodził się już z tym, że musiał trenować, żeby być w stanie się obronić przed innymi. Kto wie jakie zamiary będą miały ów pokemony.
Po głowie chodziło mu też dodatkowo jedno pytanie. Czy te pokemony, które widział, były kiedyś ludźmi, jak on. Pewnie było to bardzo prawdopodobne.
No i kolejne pytanie. Czy jeżeli jest pokemonem, który kiedyś był człowiekiem, to może ewoluować? Z jednej strony to byłoby na pewno ciekawe przeżycie. Chłopak jak motyl rozwinąłby się i odleciał na skrzydłach zwycięstwa.
Anorith położył się na chwilę obok kamienia, rozważając jednak nad sensem jego istnienia. Po prostu wpadł dzisiaj w taki cholernie filozoficzny nastrój. Zdarza się każdemu, no nie? Bo chyba nie powiecie mi, że nigdy nie zastanawiał się nad tym jak by było, gdyby go nie było, co jest po śmierci i ile alkoholu trzeba wypić, żeby dobrze się bawić. Co do ostatniego - niektórzy mają tyle szczęścia, że bawią się dobrze i bez tego. No ale mniejsza - znów zbaczam z tematu.
Chłopak nie mógł się dłużej lenić. Postanowił dalej trenować swoje zdolności, zatem ponownie rzucił się na pewien konar. Pewnie jakiś większy pokemon zrzucił go kiedyś, a teraz naprawdę bardzo przydawał się Mattowi do treningów. Anorith chciał go przebić na wylot. Ponownie zaczął więc próby używania drapania. Szło mu powoli coraz lepiej, jednak kokosów wciąż nie było. To był pierwszy atak, który chłopak chciał poznać, zatem mogło to trochę potrwać. Mimo wszystko Matt był dobrej myśli i miał nadzieję, że naprawdę szybko uwinie się z opanowaniem tego, jak wcześniej uważał, prostego ataku.
Gdy chłopak osiągnął świadomość, że już więcej nie będzie w stanie z siebie wykrzesać, postanowił przerwać trening. Z treningu na trening było widać minimalne postępy, lecz idealnie nie jest. Chłopak trenował do upadłego, ponieważ wiedział, że taki trening da mu największą nagrodę.

Matt-Anorith
-Drapanie (Scratch) 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sophie

avatar

Female Liczba postów : 206
Wiek : 20
Skąd : Mars

PisanieTemat: Re: PJP - Plac treningowy   Wto Sty 27, 2015 11:11 pm

Mija trzeci dzień na tych terenach i póki co nie dzieje się nic niezwykłego. Bardzo mnie ciekawi, co zamierzają z nami zrobić Ci cali naukowcy od siedmiu boleści... Na razie mamy spokój, ale to na pewno nie będzie trwało całą wieczność- wymyślą coś za pięć minut, pięć dni czy pięć lat? Czas grał teraz bardzo dużą rolę- nie mogłam tracić ani jednej cennej sekundy życia. Każda taka sekunda mogła mnie wiele nauczyć, wiele przekazać. Jak to powiedział kiedyś ktoś mądry- każdy zabija czas, lecz nikt nie wie, jak go wskrzesić. Kilka słów a zawierają tak prostą i oczywistą prawdę.
Byłam już po porannej przebieżce- zaczęłam nawet lubić bieganie w tej postaci. Różniło się ono diametralnie od mojego dotychczasowego punktu widzenia. Nie mogłam uwierzyć że cały czas umykała mi ta niesamowita harmonia świata. Więcej razy tego błędu nie uczynię.
Kraina Lodowców- bo tak nazwałam miejsce, w którym przyszło mi teraz mieszkać i trenować- była bardzo ciekawym miejscem. Interesowało mnie bardzo to, czy ludzie specjalnie zaprojektowali to miejsce, by tak idealnie nadawało się na trening, czy to zwykły przypadek?
A kto wogóle wierzy w tak małoprawdopodobny zbieg okoliczności? Na pewno nie ja. Zwłaszcza że w pierwszym dniu dość wyraźnie porywacze zaznaczyli, że chcą z nami podbić świat.
Rozciągnęłam swoje całe ciało, by uniknąć kontuzji w tym ciele. Nie wiem, jak skończyłaby się takia katastrofa w tym świecie sadysty...
Chce podbić świat...
Więc mój trening w sumie im nie pomaga?
Nie, jeśli nie będziesz robiła tego, co oni chcą - pomyślałam. Już od godziny próbuje wykrzesać z siebie choć odrobinę śnieżnego pyłu, lecz to nie było takie proste. Przepływ sił nie był dla mnie już aż tak ciężką rzeczą do opanowania. Co prawda, brakowało mi jeszcze pewnej swobody, ale wiedziałam że z czasem ją zyskam.
Ćwiczenia wyglądały podobnie do tych z ostatnich dni- najpierw parę chwil na skupienie się, opanowanie oddechu. Następnie badanie swojej zdolności aż w końcu próba uwolnienia energi pod postacią ataku.
Imponowała mi logiczność działania pokemonów i otoczenia. Kto by się spodziewał, że są one aż tak zżyte z naturą?
Po kilkudziesięciu próbach znów zastanawiałam się, co robię nie tak. Przecież już raz mi się udało osiągnąć słaby bo słaby, ale atak. I stało się to praktycznie od tak- zwykłe kichnięcie. Czemu więc teraz, pomimo usilnych prób i starania nie potrafię uwolnić energi?
Oddychałam lekko, wlaczając się w melodię świata. W takich momentach wszystko było proste, wszystko było takie logiczne...
I przychodziło bez wysiłku.
Może aż nadto się staram? Może tu nie chodzi o siłę, ale wręcz przeciwnie- o delikatność?
Przypomniałam sobie jak kiedyś widziałam ten atak wykonywany przez pokemona;

Więc jeszcze raz. Lodowa energia niczym wstęga przepływała przez moje ciało. Wystarczyło teraz jedynie zmienić jej kurs.... ale nie siłą! Trochę delikatniej... jak rozwiązywanie supła.
I wypuścić atak na zewnątrz.
Z mojego pyszczka uwolnił się lekki wiatr w towarzystwie paru śnieżek. Zamrugałam zdziwiona a po chwili dotarło to do mnie; tak, udało się! Drugi raz wytworzyłam coś, co może nie jest odzwierciedleniem prawdziwego Śnieżnego Pyłu, ale na pewno jego nieśmiałym początkiem.
Postanowiłam spróbować jeszcze raz. Zwiększałam natężenie ataku i wypuszczałam wiatr, który leciał z różną prędkością do przodu. Po dziesięciu próbach to w końcu zaczęło przypominać atak- słaby, ale jednak atak. Przeciwnikiem moim była lodowa góra- raz po raz obrywająca slabszą wersją uczonego ataku.
Poki co skupiałam się na sike ataku. Cel więc był duży i nie wymagał jakiegoś specjalnego wysiłku.
Łączyłam delikatność ruchu z jego siłą i zrozumiałam, że z tąd bierze się ta gracja u pokemonów. Wszystko jest tak ze sobą powiązane, że tworzy unikatową całość.
Starałam się w sile ataku znaleźć swoją granicę. Byki jednak ciężko- kontrolowanie wiatru wchłaniało mnóstwo energi. Niekiedy podmuch odrzucał ją do tylu, co było dla niej sygnałam, że musi się jeszcze sporo nauczyć.
Po paru godzinach doslownie padałam z nóg.  Wszystkie cztery łapy już odruchowo wybijały rytm. Wyglądało na to że z chodzeniem nie będę miała już większych problemów.
Ale jest jeszcze bieg. I skoki. No i trzeba przyzwyczaić ciało do nieustannych uników.
Oj, czeka mnie jeszcze dużo pracy

-Trenowanie biegu
- Śnieżny Pył 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sin Cara
Admin
avatar

Male Liczba postów : 1389
Wiek : 23

PisanieTemat: Re: PJP - Plac treningowy   Sro Sty 28, 2015 8:18 pm

Kolejny dzień mojego wymarłego ja i to jednego z tych dwóch moich "ja". Wiem, że to zawiłe, ale to jest zawiłe również i dla mnie, ale utkwiłem w ciele wymarłego pokemona to utkwiłem jakby to powiedzieli "na uj drążyć temat?". Dzisiejszy dzień spędziłem na zwiedzaniu okolicy i moje zwiedzanie zakończyło się w miejscu, które odwiedzałem już niemal od samego początku bycia w tym wymarłym ciele. Potrzebowali cząstki człowieka, aby ożywić wymarłą skorupę. Jakbym to kiedyś usłyszał walnął bym śmiechem, ale dla tej części mnie, która tutaj utkwiła wcale nie było do śmiechu, a do roboty się brać trzeba, bo w przeciwnym wypadku zostanę posiłkiem jakiegoś drapieżcy. A nie jestem tutaj by być ofiarą, a by być drapieżcą w... tej niepozornej formie. W każdym bądź razie, by nie paść ofiarą a samemu stanąć na szczycie łańcucha pokarmowego trzeba się rozwijać. W przeciwnym wypadku się cofa, bo kto się nie rozwija ten wcale nie stoi w miejscu, a zostaje z tyłu za innymi. Nie mogłem na to pozwolić i postanowiłem, że resztę dnia spędzę na treningu. Chciałem brać się ponownie za naukę Uwięzi, ale wreszcie oświeciło mnie, ze spokojnie sobie z nim radzę co było jasnym znakiem, że ruch ten opanowałem i mogłem być z tego dumny. Ale teraz jednak rodził się kolejny problem. Skoro opanowałem już tę Uwięź co mogłem trenować teraz. Po chwili już mówiłem w myślach do samego siebie:
-Co to teraz mógłbym próbować opanować w tym pokemonowym ciele? Co to jeszcze może poznać? - i tak myślałem, aż myślenie przerwała mi czkawka podczas, której w ustach zebrał mi się jakiś płyn, a gdy go wyplułem to ujrzałem, że jest dziwnie fioletowy i po wypluciu bulgotał. Przeczesałem szybko zakątki mojego pokemonowego mózgowia, by przypomnieć sobie czym to może być, aż wreszcie jakby mnie olśniło. Skojarzyło mi się momentalnie z pewnym dobrze znanym mi trującym atakiem, który widziałem parę razy. Przeważnie u pokemonów trujących, ale może i temu ciału uda się to opanować skoro można już go wypluć. Przed oczami momentalnie stanęły mi obrazki pokemonów, które wykonywały go. Widziałem go już parę razy.


No i po tym wszystkim wreszcie w myślach rzekłem sam do siebie:
-To niniejszą mocą nadaną mi przez władzę uroczyście oświadczam, że biorę na warsztat atak o nazwie Kwas. - atak ten potrafi być niebezpieczny i nawet zatruć mój cel więc postanowiłem sobie znaleźć jakiś ciekawy cel. Rozejrzałem się i po chwili znalazłem znajomy mi krzew, którego używałem do nauki Uwięzi. On był moim celem. Stanąłem więc na przeciwko niego, ale i to zajęło nieco czasu, bo poruszanie się w tym ciele jest trudne i idzie wolno. Stanąłem więc i zacząłem. Najpierw poczekałem, aż gruczoły trawienne zawarte w błonie śluzowej schowanych w cieniu ciała ust zostaną pobudzone, a gdy już mi się udało to w jamie ustnej zaczął mi gromadzić się kwas. Była to substancja trująca dla co po niektórych rodzajów pokemonów, ale i roślin, ale na szczęście nie dla mnie, bo gdyby tak było nie byłbym w stanie wytworzyć tego kwasu. Gdy więc go nazbierałem w jamie ustnej obierałem swój cel i odczekałem, aż... wyplułem z siebie strumień o ciemnofioletowym zabarwieniu. Gdy trafiał w konar drzewa i na ziemię pod nim to zaczął bulgotać. W miejscu trafienia zniknęła kora, a więc można było uznać, że udało się. Chociaż na ostateczny efekt przyjdzie pewnie jeszcze nieco poczekać, bo w przypadku roślin zatrucie będzie nieco opóźnione w czasie. Ja sam jednak kontynuowałem jeszcze na dzisiaj naukę tego Kwasu. Czyli zbierałem go po tym jak zacząłem produkcję. Następnie obierałem za cel i wypluwałem na kolejne roślinki. Tak wykonałem kilkadziesiąt udanych w zasadzie prób, ale w końcu zachciało mi się spać. Ruszyłem więc znaleźć wygodne miejsce do spania.


Cel:
-Próbuje siebie Lileepa nauczyć Kwasu (Acid) (1)


----------------------------------------------------

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wabik

avatar

Male Liczba postów : 695
Wiek : 19

PisanieTemat: Re: PJP - Plac treningowy   Sro Sty 28, 2015 8:52 pm

Słońce po raz kolejny pojawiło się nad horyzontem. To był znak dla Wabika, że musi po raz kolejny zawitać na plac treningowy, by móc ćwiczyć ataki oraz rozwijać się. Szkolenie bardzo mu się podobało, ponieważ sam sobie podwyższał poprzeczkę, by nie stać w miejscu. Czuł w kościach, że już za kilka dni odwiedzą go naukowcy, by sprawdzić jakie postępy poczynił. Musi im się ukazać z jak najlepszej strony, by mieli świadomość, że mogą w niego uwierzyć i uznać go jako bardzo udany projekt. Zapewne o to im chodziło. Dinozaur z tą myślą wstał spod drzewka pod którym spędził już kilka dobrych i przyjemnych nocek. Z swojego poprzedniego życia miał przebłyski wspomnień, miedzy innymi przypomniało mu się to, że uwielbiał spać na świeżym powietrzu wśród drzew, które wydzielały niesamowity aromat. Wabik ruszył na miejsce treningu. Spojrzał na manekina, którego wczoraj maltretował. Postanowił doszlifować na nim swój atak, by zminimalizować do zera wszystkie problemy z nim związane. Cranidos ruszył biegiem na manekina omijając po drodze kilka przeszkód, a cios był wręcz idealny, po kilkunastu powtórzeniach Szaman zamknięty w ciele pokemona uświadomił sobie, że opanował niemal do perfekcji ten ruch. Postanowił więc wkroczyć na wyższy poziom i rozpocząć naukę kolejnego ruchu. W swojej głowie przeleciał całą wiedze zebraną przez kilka lat obcowania z dzikimi pokemonami. Jego kolejnym krokiem było opanowanie ataku, który zwie się skupieniem energii. Atak ten był typu normalnego i polegał na zebraniu siły ataku, by łatwiej było trafia w słaby punkt przeciwnika oraz z większa siłą. Dinozaur miał już pewien pomysł na ćwiczenia, które miały pomóc mu zgłębić tajemnice tego ruchu. Wabik ruszył w głąb lasu cały czas rozglądając się na wszystkie strony. Mijał drzewa, polanki, strumyczki oraz inne miejsca, które miały imitować swoją formą te sprzed kilku tysięcy lat. Dopiero gdy znalazł miejsce, które szczególnie przypadło mu do gustu usiadł na ziemi i zamknął oczy. Starał się wsłuchać w szum liści oraz plusk wody lub ewentualne inne dźwięki, które można było usłyszeć w tym dziwnym miejscu spowitym aurą mistycyzmu i mroku. Próbował w ten sposób odnaleźć odpowiedź na nurtujące go pytania oraz zgłębić tajemnice energii, która w sposób nieregularny poruszała się po jego ciele. Starał się ją uporządkować, by następnie skierować ją w miejsce którym będzie atakować. Niestety przez kilka minut nic konkretnego się nie działo. Godziny mijały, a on jedynie odkrył, że jakaś energia istnieje w jego wnętrzu. Gdy otworzył oczy uświadomił sobie, że stracił rachubę czasu, ponieważ zaczęło się ściemniać. W związku z tym wstał i ruszył biegiem w kierunku swojego miejsca noclegowego. Po drodze za pomocą niedawno poznanego ataku złamał kilka drobnych drzewek. Zmęczony najadł się, napił i udał się na zasłużony odpoczynek po drzewem.


Cel:
Skupienie energii 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Matt



Male Liczba postów : 983
Wiek : 19

PisanieTemat: Re: PJP - Plac treningowy   Sro Sty 28, 2015 9:12 pm

Matt dzisiaj spał wyjątkowo dobrze. Miał wrażenie, że nauka Drapania będzie trwała nieskończenie długo, a jednak - udało się. Po trzech treningach chłopak... pokemon... cokolwiek... opanował Drapanie. Wie już jak atakować, więc doszedł do wniosku, że warto byłoby nauczyć się bronić. Jest przecież kamiennym pokemonem, musi mieć możliwość poznania jakiegoś ruchu, który służy do obrony.
Chłopak miał wielką ochotę odpocząć. Bolało go całe ciało - taki skutek ciężkich treningów. Teraz Matt zrozumiał dlaczego jego pokemony nie zawsze chciały trenować. Sam w tym momencie najchętniej położyłby się na kamieniu i wygrzewał w słońcu. Mimo to Mattorith wiedział, że nie może się poddać i zignorował ból i zmęczenie. Czas na dalszy trening!
Kiedyś Matt bardzo lubił obserwować walki pokemonów. Lubił się uczyć i notował sobie różne rzeczy na temat pokemonów. Przypomniał sobie jak pewnego dnia zobaczył walkę, w której mały Metapod ewoluował w pięknego Butterfree. Wtedy właśnie Matt stał się wielkim fanem pokemonów robaków. W trakcie tej walki Metapod użył pewnego ciekawego ataku, który nazywał się Utwardzeniem. Może Anorith też może poznać ten atak? Warto spróbować! Matt skupił się i spróbował przypomnieć sobie jak to wyglądało. To było coś takiego:
Matt postanowił spróbować!
Na pierwszym treningu spróbował jak najmocniej skupić się. Musiał mieć świadomość, że jest twardym kamieniem, a nie sypkim piaskiem. Chłopak przez kilka godzin próbował skupić się. Zaczął dodatkowo uderzać w drzewo - w ten sposób sprawdzał, czy ruch wychodzi tak jak powinien. Niestety tak nie było. Uderzenia cały czas go bolały, zatem nie o to chodziło. Chłopak musiał nauczyć się manipulować swoją energią, jednak było to bardzo trudne.
Po długotrwałym treningu Matt w końcu odpuścił. Dzisiaj żadnych szczególnych postępów nie było, ale to było jego pierwsze spotkanie z tym atakiem, więc czego miał się spodziewać?
Po wszystkim chłopak zdecydował się odejść.

Mattorith
-Utwardzenie (Harden) 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sophie

avatar

Female Liczba postów : 206
Wiek : 20
Skąd : Mars

PisanieTemat: Re: PJP - Plac treningowy   Sro Sty 28, 2015 11:07 pm

Już od jakiegoś czasu spaceruję po okolicach, chcąc jak najbardziej szczegółowo poznać to niesamowite- mimo że stworzone przez wariatów i ludzi bez piątej klepki- miejsce. Rozgrywał się tu prawdziwy misz masz klimatów- w ciągu paru godzin zwiedziłam jaskinie, stepy, fragment pustyni, lasy a obecnie znajdowałam się w jakimś kanionie. Skały wyglądały groźnie lecz mimo to nadawały całości majestatyczny wygląd.
Utrudnieniem dzisiejszego dnia, będące jednocześnie treningiem były skały.
Obiecałam sobie bowiem że na czas treningu ani razu nie dotknę stopami ziemi. Dzięki temu mam nadzieję na poprawienie zmysłu równowagi, jak i większą skoczność.
Traktowałam w sumie to ćwiczenie jako formę zabawy. Fakt, moje ciało nie było przystosowane do wielkich manewrów na tym polu, jednak zawsze się przecież da coś poprawić.
Rano zauważyłam, że potrafię już kontrolować śnieżny pył. Ciężko było opisać moją radość- to mój pierwszy atak, pierwsze osiągnięcie w tym ciele!
Wiem jednak, że nie wolno mi spoczywać na laurach. Szybko zaczęłam myślećo nauce jakiejś nowej zdolności.
No i zaczęła się rozkmina. Co jako następne wziąć na celownik do nauki?
Pomyślałam o swoim typie- dokładnie dual typie. Może czas nauczyć się czegoś o Kamiennej genezie?
To właśnie ten tok myślenia sprowadził mnie w to miejsce.
Chciałam bowiem nauczyć się Rzutu Kamieniem.
Podczas walk nieraz widziałam użycie tego ataku. Ze wspomnień wyciągnęłam jeden obraz:

Z Śnieżnym pyłem mi się udało więc i to opanuję! Wystarczy jedynie zapał i dawka pracy, a uda mi się osiągnąć cel.- pomyślałam.
Usiadłam na jednym z kamieni- płaskim i przyjemnym w dotyku. Już wiedziałam od czego zacząć, bo podobnie jak przy pierwszym ataku, najpierw muszę odnaleźć siłę w sobie.
Tym razem było to sporo łatwiejsze, bo wiedziałam czego się spodziewać. Niemal odrazu wyczułam kamienną energię przepływającą przez moje ciało. Zabawne, jak współgrała ona z z energią Lodu.
Jednak nie to było ważne.
Skupiłam się na niej i podobnie jak przy poprzednim ataku i tu starałam się przyśpieszyć przepływ siły. Manipulacja tym razem była także łatwiejsza, choć wyczuwałam różnicę miedzy dwoma bytami.
Oddychając ujarzmiałam spokojniejszą acz zdecydowanie bardziej zdecydowaną i statyczną siłę. Potrzeba było do niej trochę innego podejścia, lecz nie sprawiała ona zbyt wielkich kłopotów.
Otworzyłam oczy i badałam moje umiejętności przesuwania siły. O tak, była ona o wiele bardziej uparta i masywna.
W mojej głowie pojawił się w pewnym momencie prosty problem:
Ten atak nie wymaga wydobycia z siebie tej energii, lecz wykorzystanie jej do uniesienia i rzucenia kamieniami w przeciwnika. W jaki sposób mogę to osiągnąć?
Zagwozdka nie była zbyt prosta do rozwiązania, ale spróbowałam jednej z hipotez.
Skupiłam energię w jednym miejscu a następnie przeniosłam ją do głowy. W mojej świadomości pojawił się jeden obraz: jak małe kamyczki, leżące niecałe dwa metry ode mnie
Poczułam coś dziwnego, lecz kamyki nie poruszyły się. Spróbowałam drugi raz.
I trzeci..
I czwarty..
Przy piątej próbie wreszcie zaczęło coś się dziać. Parę fragmentów skał uniosło się, by zaraz bezwładnie opaść.
Oddychając szybko jak po maratonie uśmiechnęłam się, zadowolona z dzisiejszego dnia. Nie zdawałam sobie sprawy, że aż tak mnie wykończył. Zamknęłam oczy i odprężyłam się trochę. Po pięciu minutach postanowiłam zakończyć trening. Nic więcej dziś z siebie nie wyciągnę- za to jutro będę starała się dojść jeszcze dalej w swych treningach!

Cel:
Rzut Kamieniem ( Rock Throw) nr.1
Skoki
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shi

avatar

Male Liczba postów : 372
Wiek : 21

PisanieTemat: Re: PJP - Plac treningowy   Sro Sty 28, 2015 11:20 pm

Kabuto Shi
~
Kabuto obudził się dnia czwartego na ogromnym placu, który przynależał do tajemniczej organizacji, która to znowuż zwerbowała ich jako króliki doświadczalne. Jak zawsze zaczynał swój dzień od wygrzebania się z trawy spod drzewa, przy którym wczoraj zasnął. Na rozgrzewkę postanowił przejść się kawałek w dżunglę, by tam odetchnąć i znaleźć jakieś skromne i stosowne do jego organizmu pożywienie. Znalazł wkrótce jakieś owoce i zastanowił się nad harmonogramem zajęć na dziś:
- Wygląda na to, że pierwszy z podstawowych ruchów mam już za sobą. Domyślam się, że drugi z nich będzie ofensywny. Pora zajrzeć do wizytówki... - Pomyślał i wrócił się z dżungli, by skierować się do wygrawerowanej na ziemi rozpisce jego ważniejszej metryki. Przy niej, raz jeszcze dla pewności użył Utwardzenia, by przy okazji podnieść statystykę obrony, która przyda mu się zapewne w dzisiejszych zmaganiach. Po drobnych korektach, wyglądało to tak:


[...]
Ataki: Utwardzenie


Następnie zastanowił się co też pokemon o takiej charakterystyce może potrafić w początkowym stadium rozwoju. Zwykle podobne mu stwory miały na start dwa ruchy, ofensywny i defensywny czy na odwrót. Domyślił się więc szybko bez pomocy analizy z zewnątrz, że kolejny obiekt jego zainteresowań to atak, który już jest mu dobrze znany, bo używa go jego Charmeleon, jednak w przeciwieństwie do niego, nie musiał się go uczyć. Zadanie to tym bardziej wydawało się proste, bowiem Drapanie nie ma większej filozofii. Odnóża, na których poruszać zwykł się Kabuto, w którego to ciele jest uwięziony Shi, są bardzo twarde toteż nie znalazł problemu by po chwili znaleźć się przy jurajskim drzewie o korze twardej niczym dębowa tarcza.
- Kabuto! Ka-bu-to! - Pokemon-skamielina zaczął więc regularnie uderzać z podskoku w korę, przy tym wydając charakterystyczne dla siebie sylaby. Jego ciosy były dość zręczne i szybkie, toteż charakterystycznie dla Drapania pozostawiały za sobą białą smugę. Ruchu nie sposób było urozmaicić w tej początkowej fazie, ale przynajmniej białowłosy mógł wyobrazić siebie jako Rocka Lee, który tysiąckroć uderza kończynami w drzewo w celu nabrania siły, której Kabutoshi potrzebował na tę niekończącą się przygodę jego życia. Zmęczony, odpoczywał pod drzewem, jednak rozmiary jego małego organizmu szybko się regenerowały, by móc kontynuować monotonny trening. Wkrótce spocony do cna i nieco wyczerpany przez wielokrotne powtarzania drapnięć, postanowił ruszyć do gorących źródeł nieopodal wulkanu, który to podgrzewał tutejsze wody. Tam nabrał sił, ale też pokrótce zauważył kolejny potencjalny cel jego Scratch'a.
- Liście na niewysokim drzewie! - Ucieszył się samiec skamieniałości, oczywiście w myślach, bo pod tą postacią słów kleić nie sposób. Wyskoczył, otrzepawszy się z wody i z rozgrzanymi w każdym calu mięśniami, zaczął atakować listki z drzewa z wyskoku, rozcinając je zręcznie na połowy niczym Naruto trenujący z karteczkami, które nasycał czakrą. Kolejne kilka godzin nie minęło, a liście, właściwie to całe drzewo wyglądało na ostro postrzępione, a zielone nakrycie wyglądało niczym podarte ubranie. Ten widok zadowolił małego Kabuto i zmotywował do dalszych zmagań, ale nie w dniu dzisiejszym tylko kolejnym. Teraz pozostało mu wybrać miejsce snu, a i to nie wybrał bez przyczyny. Jakoś lubił spać ostatnimi czasy pod drzewami, szczególnie, że chroniło go to przed porannym słońcem czy innymi zrządzeniami przyrody. Wybrał ostatecznie postrzępione drzewko, którego szata przysłoniła go niczym kołderka.
- Kabuto... Kabuto... Kabuto... - Mamląc, a konkretniej licząc owieczki, w tym wypadku, licząc Kabuta, w końcu zasnął mogąc spokojnie śnić o jutrze i być z siebie dumnym, że poczynił drobny krok poznając debiutancki atak.

  • nauka Drapania (Scratch) #1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sin Cara
Admin
avatar

Male Liczba postów : 1389
Wiek : 23

PisanieTemat: Re: PJP - Plac treningowy   Czw Sty 29, 2015 7:53 pm

Kolejny dzień praktycznie zleciał mi na obijaniu się w cieniu jakiegoś ogromniastego krzaka, ale wreszcie doszedłem do wniosku, że tak siedząc tutaj teraz nie osiągnę tego co chciałbym, a więc musiałem ruszyć swoje Lileepowe dupsko i znowu się przejść. Miałem nadzieję, że może spotkam znajomo wymarłą twarz, ale jakoś od kilku dni nie mam szczęścia, a wręcz pecha. Nie widziałem nikogo kto był w podobnej co ja teraz sytuacji. Czy już ich pozbierali, a tylko mnie zostawili? Czy może mnie unikają? A może to i lepiej, że teraz nie ma tutaj ze mną nikogo, bo znając życie w niektórych z nich obudziłyby się pierwotne instynkty pokemonów, którymi teraz po części jesteśmy i wtedy spotkanie z takim Tyruntem mogłoby nie być miłe. No, ale cóż. Krocząc pewnie lecz wolno natrafiłem na moje wczorajsze miejsce treningowe i jakie było moje zdziwienie gdy w miejscach, które wczoraj oplułem trenowanym przeze mnie atakiem stawały się suche! BA nawet krzew, który oplułem zaczął z dolnych fragmentach tracić liście. To dawało nadzieję na to, że trenowany atak wychodzi tak jak powinien, a w związku z tym nastawiałem się pozytywnie, bo bardzo możliwe, że już niedługo opanuje w tym ciele kolejny ruch. Dzisiaj jednak postanowiłem się przygotować do kolejnego już treningu Kwasu, bo przecież mimo szczęścia i umiejętności trzeba jednak bardzo pomóc, a nie stać w miejscu bezczynnie, a więc już po chwili rzekłem w myślach sam do siebie.
-No Colby Lileep, bierzemy się znowu za ten Kwas. Niech trujący ruch będzie z nami. - rzekłem do siebie i już po chwili wyszukiwałem swego celu. Znalazłem parę ładnych kwiatków i stwierdziłem, że one świetnie nadawać się będą na cele do treningu. Szybko więc ruszyłem... nie szybko, ale ruszyłem, by ustawić się naprzeciwko niego. Wtedy stanąłem i wpatrując się w cel rozbudziłem w sobie konieczność produkcji kwasu przez gruczoły w błonie śluzowej jamy ustnej schowanej w cieniu mego ciała. Gdy już udało mi się pobudzić to wtedy produkowany kwas zacząłem kumulować w buzi i gdy już było go dostatecznie dużo to uformowałem "dzióbek", by wpatrując się cały czas w swój cel wreszcie pod ciśnieniem wypluć cały skumulowany płyn. Spowodowało to, że ciemnofioletowy płyn o trujących właściwościach wyleciał w postaci strumienia wprost na obrany przeze mnie wcześniej cel. Kwiatek został cały oblany fioletową mazią. Póki co widać było, że nie odpowiada mu to, bo nieco oklapł, ale więcej będzie widać po efekcie ciut później. W tym czasie obrałem za cel kolejny kwiatek. Znowu musiałem pobudzić gruczoł do produkcji płynu, następnie znowu rozpoczynałem proces kumulowania owej substancji w ustach, by następnie wpatrując się w obrany cel wypuścić go pod ciśnieniem. To oczywiście ponownie powodowało utworzenie strumienia fioletowego płynu, który trafiał w swój cel. Kolejny kwiatek zaliczył kontakt z toksyczną substancją, którą w niego wystrzeliłem. Szło mi coraz lepiej i coraz sprawniej, a to przede wszystkim jest ważne w czasie walk. Tak więc potem kontynuowałem na kolejnych kwiatkach, by oblewać je kwasem dalej i dalej, a to wszystko nie tylko by utrwalić schemat wykonywania tegoż trującego ruchu, ale jeszcze poprawić jego szybkość i celność. To szło również w dobrą stronę, a więc byłem dobrej myśli. Wreszcie zauważyłem, że te kwiatki, które zaatakowałem Kwasem na samym początku dzisiejszego treningu zaczęły nieco przywiędnąć, a nawet spadały im płatki. To na pewno przez toksyczne działanie płynu, który z siebie wypluwałem, ale na przyszłość to dobrze wróżyło. Tak więc po kilkunastu udanych próbach przerwałem. Następnie ruszyłem na zasłużony odpoczynek.

Cel:
-Próbuje siebie Lileepa nauczyć Kwasu (Acid) (2)

----------------------------------------------------

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Matt



Male Liczba postów : 983
Wiek : 19

PisanieTemat: Re: PJP - Plac treningowy   Czw Sty 29, 2015 9:07 pm

Mattorith powoli ponownie pojawił się na polance niedaleko lasu. Powoli coraz bardziej przyzwyczajał się do ciała, w którym teraz się znajdował. Nie było to łatwe, aczkolwiek kiedyś musiało to nastąpić. Nie znaczy to oczywiście, że chłopak pogodził się z tym, że został pokemonem - o nie. Cały czas miał nadzieję, że wkrótce ponownie stanie na ludzkich nogach, aczkolwiek na ten moment - był gotowy dalej trenować i miał zamiar zostać silnym pokemonem. W pewnym sensie chciał zrozumieć to ile trudu poświęcają jego pokemony, by opanować jeden ruch, który wydaje się być prosty. Jak wydać - nie ocenia się książki po okładce. Nawet w tej cienkiej z brzydką okładką może kryć się ogromna mądrość. No ale znów zaczynam o sensie egzystencjalnym kamienia, którego nie ma...
Mattorith nie trenował zbyt chętnie, aczkolwiek wiedział, że musi dawać z siebie wszystko. Skoro powoli przyzwyczajał się do tego ciała, dużo łatwiej było mu wykonywać różne manewry, a co za tym idzie - pewnie łatwiej będzie mu uczyć się nowych ataków. Bo przecież, żeby być świetnym wojownikiem trzeba znać możliwości i zdolności swojego ciała. Łatwo jest powiedzieć, że każdy oswoił się swoim ciałem i każdy potrafi je wykorzystać. Nie ma nic bardziej mylnego.. Możliwości swojego ciała trzeba opanować, nie każdemu to wychodzi. Praktyka czyni mistrza - no nie? I znów zbaczam z tematu...
Chłopak postanowił dalej próbować napinać mięśnie i przekazywać energię w taki sposób, aby jego skóra stała się niesamowicie twarda. Powiedziałbym, że twarda jak kamień, aczkolwiek byłoby to troszeczkę dziwne, jeśli chodzi o kamiennego pokemona. Matt w takim stanie próbował uderzać ciałem w drzewa, lecz cały czas czuł ból. Nie był on tak olbrzymi jak był na samym początku treningów, jednak wciąż był. Chłopak sądził jednak, że jest na dobrej drodze, aby opanować Utwardzenie.
Po kilku godzinach porządnego treningu chłopak postanowił odpuścić. Treningi muszą być mocne i męczące, aczkolwiek nie mogą prowadzić do całkowitego wykończenia. Przecież chłopak nie mógł tutaj paść trupem.
W końcu chłopak powoli odszedł i udał się w kierunku miejsca, gdzie spędził kilka ostatnich nocy. Czas odpocząć - zdecydowanie czas odpocząć.

Mattorith
-Utwardzanie (Harden) 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: PJP - Plac treningowy   

Powrót do góry Go down
 

PJP - Plac treningowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» PJP - Plac treningowy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
PokemonEternal :: Archiwum :: Archiwum :: Eternal vol 2.0-